Generalnie to od połowy ciąży miałam kaszel, który nie dawał mi żyć:) krew w porządku (robiłam co miesiąc badania w związku z ciążą), samopoczucie oki. W ciąży nie mogli mi porobić żadnych badań dodatkowych więc mój rodzinny wysyłał mnie do laryngologa, alergologa itd. Specjaliści nic nie widzieli więc mój rodzinny stwierdził, że jestem nawiedzona i generalnie narzekam. Powiedział, że mam więcej do niego nie przychodzić. A ja się uparłam i zaraz po porodzie (dosłownie kilka dni) poszłam po skierowanie na rentgen. Jak mi go zrobili i wyszedł mój mega guz na płucu to tego samego dnia mnie skierowali do szpitala. Później jak się nad tym zastanawiałam to miałam więcej objawów - swędzenie (dermatolog stwierdziła, że jestem uczulona na proszek - bez żadnych badań:)), poty nocne (już pod sam koniec ciąży, ale wtedy myślałam, że upał tak na mnie w tej ciąży działa), no i chyba spadek wagi ciała (choć w dozwolony i wtedy będzie wszystko j
P.S. wiem, że to trudne, ale musisz się uspokoić dla dobra dzieciaczka. Strasznie gratuluje Ci tego stanu!!!! Tak czy inaczej chorobę się pokona a każdy uśmiech swojego dziecka jest wart nawet takich przejść:)
Do Gzma podasz mi swoje gg bedziemy mogly pisac sobie?