maga
30.08.2011 23:14
prosze o rady co dalej... poczac z moim ukochanym....
w sierpniu byly 1-sze objawy zz.w pazdzierniku choroba zostala potwierdzona badaniami, kolejne miesiace szerego kolejnych badan w tym pet. okreslono stadium IIA. od stycznia do marca podano 2 cykle chemi ABVD (lacznie 4 dawki), w miedzy czasie czekajac na termin wizyty, co miesiac zalatwialam mu badania krwi - ok, rtg tez wykonano -ok . w porownaniu do wielu z was mozna powiedziec ze to cud bo jest remisja, bo w miare dobrze przyjmowal chemie . poza 4 dawka (stan krytyczny byl).pozniej w czerwcu pet , ktory wskazuje na calkowita remisje. w pon bylam z chlopakiem(prawie 25 lat, student na urlopie zdrowotnym) w Brzozowie tam natentychmist chcieli podac mu chemie. nie zgodzil sie , bo nie byl na to psychicznie nastawiony, wiecie jak to jest, po za tym z wynikim peta oblecialam wszystkich lekarzy ktorzy go prowadzili i wszyscy mowili ze jest super ze teraz tylko sie cieszyc zyciem, dopiero w brzozowie lekarz zburzyl caly mur szczecia i naszej radosci slowali podajemy chemie . w czwarek ma jechac na kolejna chemie dr ktory go prowadzi rozkazal mu przyjac kolejne 2 cykle i radio. co robic???????
1. czy myslicie ze po 4 m-c (brak jakich kolwiek objawow i ognisk nowotworowych co potwierdz pet)jest sens znow podawac chemie, i to na dodatek zdrowemu czlowiekowi. (wszyscy wiemy co chemia robi z komorkami zdrowymi)?????? 2. za kazdym razem lekarz traktuje chlopaka jak krolika doswiadczalnego, nie bada go dotykowo, nie osluchuje , nie jest wykonywane egk ani echo serca, nie jest sprawdzana watroba ani sledziona,nawet 2 razy tylko dzieki mojemu pytaniowi podal nam wyniki krwi, bo tak to nawet bialych komorek nie sprawdzal , nosz normalnie nic. poprostu wchodzimy lekarz mowi chemia i dowidzenia. czy u was tez tak to wyglada??????
3. chlopak jest na utrzymaniu rodzicow, ktorzy splokali sie na dotychczasowe leczenie , biora kredyt zeby miec co jesc,zapozyczaja sie, teraz musieli by wziasc kolejny na kolejne leczenie, niestety dojazd, dieta, leki, pochlania straszna kase . maja gospodarstwo rolne wiec chlopak podlega pod ubezpieczenie rodzicow w krusie. nie moze liczyc na rente z krusu bo mu nie przysluguje. do kiedy mial potwierdzenie leczenia tzn wypisy dostawal ok 300 zl z gminy. ale to za malo na co kolwiek. czy jest jakas fundacja ktora mogla by pomoc??????
prosze o odp. przez ten caly czas kiedy byl leczony opiekowalam sie nim tylko ja ze wzgledu na fakt ze sie tego podjelam i ze wzgledu na fakt ze w domu rodzinnym nie bylo by komu (bo jest robota w polu), zabralam go do rzeszowa , wynajelam mieszkanko i jakos to przeszlismy . wierze mocno w to ze bedzie wszystko dobrze ale jesli jednak ta chemia mu pomoze, a jesli dojdzie do mutacji innych komorek , a co z dzicmi przeciez jeszcze ich nie mamy:(, nie chce go zmuszac ale nie daruje sobie jesli go nie przypilnuje. jestesmy 5 lat ze soba i nie dam sie jakies glupiej chorobie. prosze doracie bo naprawde mam wrazeie ze lekarz sie uczy na naszej krzycie i cierpieniu.
pozdrawiam wszystkich, ja walczylam o kazdy kes, o polknieci tabletki , czowalam 24 h na dobe i oplacilo sie . wierze i modle sie o powrot do zdrowia kazdego z was. ja uciekalam w marzenia , co bedziemy robic jak to wszystko sie skonczy, nie dopuszczalam innej mysli niz to ze bedzie zdrowy ,to naprawde pomaga, choc tak ciezko czasem wierzyc w to ze moze jutro bedzie lepiej. ale bedzie naprawde bedzie.
caluje i sciskam wszystkich do serducha:*