Wiadomo, że różni są znajomi ale... Właśnie jestem diagnozowana w Warszawskim CO pod kątem nowotworu. Lekarka obstawia chłoniaki, druga lekarka guz tarczycy z przerzutami.
Niestety mam wszystkie objawy chłoniaka prócz gorączki. A guz tarczycy zdiagnozowano wcześniej i teraz tylko sprawdzają, czy węzły to cos nowego czy przerzuty tarczycy.
Tak czy inaczej czeka mnie leczenie w CO.
Znajomi spotkani na ulicy zaczepiają mnie pytając czemu jestem smutna. Znajomi dalsi, bliżsi, różni. A ja nie wiem co odpowiadać. Reakcje są różne - przerażenie, litość, egzaltacja, panika, ucieczka.
Teściowa np zareagowała drąc się na mnie bez ładu i składu.
Nie wiem już sama - udawać, że jest ok (choć po mnie wszystko widać) czy jednak mówić.
Jak jest u Was? Kto wie? Jakie były reakcje?
U mnie choroby nie dało się ukryć (wśród bliższych znajomych), bo najpierw bardzo schudłam i wielu znajomych martwiło się dlaczego?
A potem wywaliło mi ogromny węzeł na szyi.
Nie ukrywałam choroby i nadal jej nie ukrywam.
Nie każdemu wyjaśniam szczegóły, czasem po prostu mówię, ze mam problemy zdrowotne ale nie chcę o tym teraz rozmawiać...
Teraz diagnozują mnie z powodu pewnego guza, póki co wiedzą chyba 3 osoby ale ja też nie bardzo po sobie pokazuję, że coś jest nie tak...
Dużo sił ci życzę, ciężka walka przed tobą ale do wygrania.
A ludzie reagują różnie, na ogół nowotwór kojarzy im się z jednym- ze śmiercią...