Aha, no to nie wiem jak tam podają. Na szamarzewie na pewno podczas chemii trzecioliniowej zakładają wkłucie centralne. Ja go nie miałam, ale moja koleżanka mówiła, że samo wkłucie jest średnio przyjemne z uwagi na wystające z ciała rurki, ale jak człowiek się przyzwyczai to ma znacznie ułatwione życie. Nie potrzeba żył ani do chemii ani do morfologii, bo wszystko jest pobierane przez wkłucie. Nic nie boli:) Po skończeniu cyklu chemii (3 dni) wkłucie jest "demontowane" i zostaje mały siniaczek, który szybko znika:) ot cała filozofia:)wkłucie jest zakładane przed chemią i nie ma potrzeby czekać na żadne gojenie, bo tam nie ma co się goić. Założenie portu jest małym zabiegiem w znieczuleniu miejscowym i robi się go kilka dni przed chemią. Portu nie widać, jest pod skóra i zostaje mała blizna. Port można nosić nawet kilka lat ale co jakiś czas trzeba chodzić do szpitala na jego przemywanie (pielęgniarka robi to w 2 minutki):) porozmawiaj z lekarzem o swoim problemie a na pewno pomoże Ci z tymi żyłkami:)