monia80
27.06.2011 11:56
Witam serdecznie.
Piszę z pewną nieśmiałością,bo trochę się tu naczytałam i widzę, że niektórzy reagują dość obcesowo, jakby podejrzewając wszystkich nowych o to, że na siłę doszukują się u siebie objawów ziarnicy, bo bardzo "chcą" ją mieć...
Ja myślę, że raczej szukają potwierdzenia u doświadczonych przez tą chorobę, że to jednak nie to...
Ja też chcę to wykluczyć, od 2 miesięcy co najmniej czytam o różnych chorobach, nie tylko ziarnicy, ale i mononukleozie, sarkoidozie, toczniu i innych, żeby przekonać sie, że nic strasznego mi nie jest.
Od grudnia mam powiększone węzły podzuchwowe. Co z resztą nie wiem, bo poza pachowymi, nawet nie wiedziałam, że istnieją... W lutym wyczułam guzek w piersi, miałam robione usg i okazało się, że pachowe też są powiększone, ale to oczywiście od tego guzka (wycięty-niegroźny włókniak), myslałam, że podżuchwowe też, ale onkolog powiedziała, ze to niemożliwe i to pewnie jakaś infekcja dróg oddechowych.
Nie byłam wprawdzie na nic chora co najmniej od roku (nawet kataru), ale uznałam, ze pewnie zatrzymało się to własnie na węzłach i nie ma się czym martwić. Potem jednak te węzły zaczęły rosnąć, więc brałam ibuprom i wit. C przez kilka dni, one jakby się zmniejszały, ale potem znowu rosły, więc znowu brałam i tak to sobie trwało czas jakiś.
Jakoś w kwietniu, zupełnie nagle, poczułam, że wyskakuje mi na szyi coś twardego, taka fasolka, miałam wrażenie, że coś mi "przeskoczyło" i uciskało na gardło, może faktycznie coś takiego mogło się wydarzyć? nie jestem zbyt dobra z anatomii... bolało mnie to przez chwilę, potem ból przeszedł, ale zgrubienie zostało.
W maju zaczęłam bardzo źle się czuć, byłam bardzo slaba, zaczęłam bardzo szybko się męczyć, po jakimkolwiek, lekkim wysiłu fizycznym, nawet po schyleniu się dyszałam, w rozmowie musiałam robić przerwy, bolały mnie mięsnie karku, ramion, pleców, nie mogłam utrzymać głowy i wtedy odkryłam też, że węzły podżuchwowe są bardzo duże, do tego powiększone są też szyjne i przy uszach, zaczęły mnie jakby boleć - nie dosłownie, raczej było to uczucie ucisku: na gardło, szczękę, uszy. Czułam się też opuchnięta z zewnątrz, nie miałam pełnej swobody ruchów-ciężko mi było schylić głowę, czy ją obrócić w bok.
Gorączki nie było, temperatura dochodziła najwyżej do 37 st.C, choć miałam uczucie gorąca (ale nie pociłam się, nie schudłam też, choć apetyt nie zawsze mi dopisuje, ale zwracam uwagę na racjonalne jedzenie i regularne posiłki).
Poszłam do lekarza, zrobiłam morfologię, badania na toksoplazmozę i cytomegalię. Żadnej z tych chorób nigdy nie miałam - brak przeciwciał, a morfologia ok, poza nieznacznie obniżonymi WBC (norma od 4,5 tys., ja miałam 3,7, ale o leukopenii podobno mówi się dopiero poniżej 3 tys.) i nieznacznie podwyższonymi monocytami, wszystko inne i OB w normie.
Dostałam antybiotyk i skierowanie do hematologa, na wszelki wypadek. Po antybiotyku odczuwalne dolegliwości minęły, węzły pozostały nadal duże. Termin u hematologa - listopad. Poszłam więc jeszcze raz do lekarza rodzinnego, żeby dowiedzieć się, czy sprawdzić wcześniej inne opcje, zrobić jakieś badania (dodam, że zęby mam zdrowe i ogólnie nic mi nie dolega). Lekarz nie miał pomysłu i dał mi drugi antybiotyk, po czym po miesiącu od zakończenia kuracji kazał powtórzyć morfologię i "wtedy zobaczymy". Aha, przed tą kontrolą znów zaczęłam czuć "dyskomfort" w postaci ogólnego rozbicia, "otumanienia", poczucia ucisku. W trakcie brania tego drugiego antybiotyku (azycyna, 6 dni, podobno bardzo łagodny dla organizmu), zaczęły się bóle węzłów, dokładniej rzecz ujmując "rwanie", podobnie jak w bólu zeba, i to na zmianę - w jednej chwili rwał mnie węzeł podzuchwowy po prawej stronie,chwilę potem szyjny lewy albo 2 naraz, a potem gdzie indziej - potem mijało i tak też do dziś mijają moje dni. Znów się męczę, od czasu do czasu coś mnie zakłuje-pod żuchwą, k.ucha, na szyi mam po obu stronach twarde nieprzesuwalne guzki, kilka dni temu zaczęły mnie boleć ręce w zgięciach łokciowych i nogi w kolanach, wydaje mi się, że wyczuwam tam też węzły (ale boli mnie tylko czasami), gorączki nie mam, potów nocnych też nie, skóra mnie nie swędzi.
Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale chcialam w miarę dokładnie wszystko opowiedzieć.
Do morfologii jeszcze 2 tyg., być moze WBC już w normie i nic mi nie jest, ale może ktoś z Was miał kiedyś coś podobnego i wie, co to może być...?
Nie palę, mam 30 lat, staram się prowadzić zdrowy tryb życia.
Pozdrawiam serdecznie.
Monika
Piszę z pewną nieśmiałością,bo trochę się tu naczytałam i widzę, że niektórzy reagują dość obcesowo, jakby podejrzewając wszystkich nowych o to, że na siłę doszukują się u siebie objawów ziarnicy, bo bardzo "chcą" ją mieć...
Ja myślę, że raczej szukają potwierdzenia u doświadczonych przez tą chorobę, że to jednak nie to...
Ja też chcę to wykluczyć, od 2 miesięcy co najmniej czytam o różnych chorobach, nie tylko ziarnicy, ale i mononukleozie, sarkoidozie, toczniu i innych, żeby przekonać sie, że nic strasznego mi nie jest.
Od grudnia mam powiększone węzły podzuchwowe. Co z resztą nie wiem, bo poza pachowymi, nawet nie wiedziałam, że istnieją... W lutym wyczułam guzek w piersi, miałam robione usg i okazało się, że pachowe też są powiększone, ale to oczywiście od tego guzka (wycięty-niegroźny włókniak), myslałam, że podżuchwowe też, ale onkolog powiedziała, ze to niemożliwe i to pewnie jakaś infekcja dróg oddechowych.
Nie byłam wprawdzie na nic chora co najmniej od roku (nawet kataru), ale uznałam, ze pewnie zatrzymało się to własnie na węzłach i nie ma się czym martwić. Potem jednak te węzły zaczęły rosnąć, więc brałam ibuprom i wit. C przez kilka dni, one jakby się zmniejszały, ale potem znowu rosły, więc znowu brałam i tak to sobie trwało czas jakiś.
Jakoś w kwietniu, zupełnie nagle, poczułam, że wyskakuje mi na szyi coś twardego, taka fasolka, miałam wrażenie, że coś mi "przeskoczyło" i uciskało na gardło, może faktycznie coś takiego mogło się wydarzyć? nie jestem zbyt dobra z anatomii... bolało mnie to przez chwilę, potem ból przeszedł, ale zgrubienie zostało.
W maju zaczęłam bardzo źle się czuć, byłam bardzo slaba, zaczęłam bardzo szybko się męczyć, po jakimkolwiek, lekkim wysiłu fizycznym, nawet po schyleniu się dyszałam, w rozmowie musiałam robić przerwy, bolały mnie mięsnie karku, ramion, pleców, nie mogłam utrzymać głowy i wtedy odkryłam też, że węzły podżuchwowe są bardzo duże, do tego powiększone są też szyjne i przy uszach, zaczęły mnie jakby boleć - nie dosłownie, raczej było to uczucie ucisku: na gardło, szczękę, uszy. Czułam się też opuchnięta z zewnątrz, nie miałam pełnej swobody ruchów-ciężko mi było schylić głowę, czy ją obrócić w bok.
Gorączki nie było, temperatura dochodziła najwyżej do 37 st.C, choć miałam uczucie gorąca (ale nie pociłam się, nie schudłam też, choć apetyt nie zawsze mi dopisuje, ale zwracam uwagę na racjonalne jedzenie i regularne posiłki).
Poszłam do lekarza, zrobiłam morfologię, badania na toksoplazmozę i cytomegalię. Żadnej z tych chorób nigdy nie miałam - brak przeciwciał, a morfologia ok, poza nieznacznie obniżonymi WBC (norma od 4,5 tys., ja miałam 3,7, ale o leukopenii podobno mówi się dopiero poniżej 3 tys.) i nieznacznie podwyższonymi monocytami, wszystko inne i OB w normie.
Dostałam antybiotyk i skierowanie do hematologa, na wszelki wypadek. Po antybiotyku odczuwalne dolegliwości minęły, węzły pozostały nadal duże. Termin u hematologa - listopad. Poszłam więc jeszcze raz do lekarza rodzinnego, żeby dowiedzieć się, czy sprawdzić wcześniej inne opcje, zrobić jakieś badania (dodam, że zęby mam zdrowe i ogólnie nic mi nie dolega). Lekarz nie miał pomysłu i dał mi drugi antybiotyk, po czym po miesiącu od zakończenia kuracji kazał powtórzyć morfologię i "wtedy zobaczymy". Aha, przed tą kontrolą znów zaczęłam czuć "dyskomfort" w postaci ogólnego rozbicia, "otumanienia", poczucia ucisku. W trakcie brania tego drugiego antybiotyku (azycyna, 6 dni, podobno bardzo łagodny dla organizmu), zaczęły się bóle węzłów, dokładniej rzecz ujmując "rwanie", podobnie jak w bólu zeba, i to na zmianę - w jednej chwili rwał mnie węzeł podzuchwowy po prawej stronie,chwilę potem szyjny lewy albo 2 naraz, a potem gdzie indziej - potem mijało i tak też do dziś mijają moje dni. Znów się męczę, od czasu do czasu coś mnie zakłuje-pod żuchwą, k.ucha, na szyi mam po obu stronach twarde nieprzesuwalne guzki, kilka dni temu zaczęły mnie boleć ręce w zgięciach łokciowych i nogi w kolanach, wydaje mi się, że wyczuwam tam też węzły (ale boli mnie tylko czasami), gorączki nie mam, potów nocnych też nie, skóra mnie nie swędzi.
Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale chcialam w miarę dokładnie wszystko opowiedzieć.
Do morfologii jeszcze 2 tyg., być moze WBC już w normie i nic mi nie jest, ale może ktoś z Was miał kiedyś coś podobnego i wie, co to może być...?
Nie palę, mam 30 lat, staram się prowadzić zdrowy tryb życia.
Pozdrawiam serdecznie.
Monika