marla
08.12.2010 12:12
Zastanawiam się czy wybrac się na biopsję cienkoigłową, pomimo że mówicie że nie daje 100% pewności. Mam od roku węzeł karkowy ok 8x4 mm. Powiększa się przy chorobach i potem wraca do tych wymiarów. Drugi mam nadobojczykowy 7x3 mm i ten jest od ponad roku taki sam, przesuwalny.
Usg robione w ciągu roku z siedem razy. Karkowy na usg ma obraz niepodejrzany, wszyscy określają go pozapalny. Na usg jest równy, ciemny na usg Do nadobojczykowego też nie mają zastrzeżeń. Morfologia od roku taka sama. Czasami są jakieś odchylenia, ale nie znaczne.
Ale te węzły nie dają mi spokoju. Czasami słyszę głos jedynej lekarki, która mi w tym czasie zasugerowała, że gdyby to ona miała, to by to wycieła, i nie żyła w niepewności i nie słuchałaby się lekarzy upewniających że przesadzam, bo to moje życie. Tyle, że ja do niej trafiłam chora i ten węzeł miał rzeczywiście około 2 cm. Potem zmalał do 8 mm. I było to w lutym. W tym czasie badało mnie około 8 lekarzy i macało ten węzeł, usg robione z 7 razy i za każdym razem kto inny. I nikt nie proponuje wycięcia, tylko obserwowanie. Pomyślałam o tej biopsji cienkoigłowej, że nie zaszkodzi. Że zrobie kolejne badanie żeby coś wykluczyc, bo na całkowite wycięcie tego węzła nikt mnie teraz nie skieruje, bo nie ma wskazań.
Ale poszperałam w internecie i się natknęłam na różne opinie i między innymi takie, że lepiej nie nakuwac, bo dopiero wtedy może się węzeł uzłośliwic i zapoczątkowac, bądź przyspieszyc chorobę, która leży sobie uśpiona. I teraz zgłupiałam, chciałam wykonac badanie dla własnego spokoju, a teraz zastanawiam się, czy warto, skoro można obudzic przysłowiowego "demona". Jakie macie zdanie na temat tej biopsji, już nie chodzi o skutecznośc, bo taką opinie znam, tylko na temat możliwości pobudzenia czegoś co mogło latami a może i zawsze tak sobie funkcjonowac bezproblemowo, pomimo, że do końca nie było prawidłowe?