just a friend
13.09.2010 20:02
Hej!
Moja przyjaciółka ma za sobą piekło, przez które przechodzi(ło) pewnie większość czytelników tej strony bądź ich bliskich, a których losy śledzę na stronie Baldiego od kilku lat.
Trafiło jej się przed 30-ką wyjątkowo ciężkie wydanie: 4-e stadium ziarnicy, hiper zaawansowane, mega rozpanoszone po całym organizmie. Półtora roku biegania na chemie, radio, po chwili oddechu wznowa, potem autoprzeszczep w Boże Narodzenie i balansowanie na tej wiadomej granicy.
Ale do rzeczy. To za nią i niech nigdy nie wraca!
Podziwiałam ją jak nikogo dotąd w swoim życiu za niesamowitą chęć życia, pogodną walkę, a przede wszystkim sięganie do wszelkich możliwych sposobów walki z chorobą. Od regularnego leczenia, przez czytanie, modlitwę, rozmowy, zmuszanie się do ruchu i działania, aż po kontrowersyjne rozwiązania z gatunku Hellingera i Filipińczyków.
PODZIAŁAŁO, mimo że lekarze i statystyki bywały brutalne. Myślę, że pomogła właśnie ta siła, niezłomność i właśnie otwartość na wszelkie metody poszukiwania i odzyskiwania spokoju wewnętrznego, czego zabrakło wielu jej towarzyszom niedoli i różnie się kończyło.
Minęły niecałe dwa lata, tryska zdrowiem, pięknie wygląda, biega po górach i jeździ na rowerze, szczęśliwie zakochała się i najważniejsze
- JEST W CIĄŻY!!!
Złamała wszelkie statystyki i teorie na temat swojego stanu. Trzymajcie kciuki i uwierzcie, że i Wam i Waszym bliskim się uda, czego z całego serca Wam życzę!
Moja przyjaciółka ma za sobą piekło, przez które przechodzi(ło) pewnie większość czytelników tej strony bądź ich bliskich, a których losy śledzę na stronie Baldiego od kilku lat.
Trafiło jej się przed 30-ką wyjątkowo ciężkie wydanie: 4-e stadium ziarnicy, hiper zaawansowane, mega rozpanoszone po całym organizmie. Półtora roku biegania na chemie, radio, po chwili oddechu wznowa, potem autoprzeszczep w Boże Narodzenie i balansowanie na tej wiadomej granicy.
Ale do rzeczy. To za nią i niech nigdy nie wraca!
Podziwiałam ją jak nikogo dotąd w swoim życiu za niesamowitą chęć życia, pogodną walkę, a przede wszystkim sięganie do wszelkich możliwych sposobów walki z chorobą. Od regularnego leczenia, przez czytanie, modlitwę, rozmowy, zmuszanie się do ruchu i działania, aż po kontrowersyjne rozwiązania z gatunku Hellingera i Filipińczyków.
PODZIAŁAŁO, mimo że lekarze i statystyki bywały brutalne. Myślę, że pomogła właśnie ta siła, niezłomność i właśnie otwartość na wszelkie metody poszukiwania i odzyskiwania spokoju wewnętrznego, czego zabrakło wielu jej towarzyszom niedoli i różnie się kończyło.
Minęły niecałe dwa lata, tryska zdrowiem, pięknie wygląda, biega po górach i jeździ na rowerze, szczęśliwie zakochała się i najważniejsze
- JEST W CIĄŻY!!!
Złamała wszelkie statystyki i teorie na temat swojego stanu. Trzymajcie kciuki i uwierzcie, że i Wam i Waszym bliskim się uda, czego z całego serca Wam życzę!