ANILA
14.12.2004 13:11
Autor: ANILA • 14.12.2004 13:11 • 13 odpowiedzi
ANILA
14.12.2004 13:11
Lupa Nigra
14.12.2004 14:39
hmmm... smutne to co napisalas... u mnie na szczescie jest inaczej... gdyby nie choroba nadal bylabtm sama... a tak sie bardziej otworzylam na ludzi... i mam teraz tylu znajomych ilu nigdy nie mialam...
Piotr
14.12.2004 14:55
2004-12-14 14:11... ANILA napisał(a):
Pozdrawiam wszystkich cierpiacych i po przejsciach czyli po skonczonym leczeniu.Trzeba myslec pozytywnie i wszystko bedzie ok.Ludzie sa tylko ludzmi. Kiedy moja corka zachorowala to wszyscy sie od niej odwrocili jakby byla tredowata . Chyba czytajac w nazwie ,,Ziarnica zlosliwa'' bali sie ze to ich tez dotknie. Spowodowalo to ze Julka sie zmknela w sobie i do dzisiaj jest jej trodno nawiazywac kontakty. Jest samotnikiem Ja przezywam za nia wiem jak cieszko jest nie miec bratniej duszy.Nawet nie chce pisac na tej stronce chociaz pare razy ja probowalam zachecic. Ciagle czuje sie zmeczona i smutna.Poradzcie jak mam postepowac zeby jej nie urazic. Zawiodla sie na ludziach i rodzinie . Mimo ze juz 3 lata po leczeniu ona ciagle uwaza siebie za chora bo czuje sie zle .
Wygląda na to, że córka ma depresję i jeśli rzeczywiście jest bardzo źle, nie wahałbym się przed wizytą u psychologa albo psychiatry. Jeśli bardzo zamknęła się w sobie, specjalista powinien do niej dotrzeć i wytłumaczyć jej, że takie reakcje, w przypadku tak ciężkiej choroby i tak upierdliwego leczenia - są niemal nie do uniknięcia.
Proszę jej dawać dużo ciepła, ale też nie rozpieszczać za bardzo, przecież już nie jest chora, jest silną, zdrową dziewczyną.
Na Pani miejscu namawiałbym córkę do zaangażowania się w wolontariat, bezinteresowną pracę dla innych, to powinno jej pomóc, zwłaszcza, jeśli będzie mogła innym służyć swoim doświadczeniem po przebytej chorobie.
Proszę napisać coś więcej, może wspólnymi siłami coś wymyślimy. Pozdrawiam serdecznie.
hela
15.12.2004 10:15
2004-12-14 15:55... Piotr napisał(a):
Wygląda na to, że córka ma depresję i jeśli rzeczywiście jest bardzo źle, nie wahałbym się przed wizytą u psychologa albo psychiatry. Jeśli bardzo zamknęła się w sobie, specjalista powinien do niej dotrzeć i wytłumaczyć jej, że takie reakcje, w przypadku tak ciężkiej choroby i tak upierdliwego leczenia - są niemal nie do uniknięcia.(...)
Na Pani miejscu namawiałbym córkę do zaangażowania się w wolontariat, (...)
to co zostało napisane jest fantastycznym wyjsciem z sytuacji...wolontariat mnie pomógł zrozumieć(choć czasem było bardzo ciężko), ze są ludzie, którzy nie mieli tyle szczęścia co ja...chorują i pozostała im już tylko nadzieja na cud...jednakże wolontariat nie koniecznie musi wiązać sie z osobami chorymi..świetnym wyjściem są różne stowarzyszenia i fundacje działające choćby na rzecz edukacji młodzieżowej...co do wizyty u psychologa czy psychiatry to też jest dobry pomysł (wielu z nas pisalo na tej stronie ze korzystalo z takich porad)aczkolwiek czasem wymaga jednak duzej siły przekonywania...nie wiem w jakim Julka jest wieku ale sądzę, ze pomocne byłoby także czesciowe "organizowanie" jej czasu np.: wypady na basen, do kina. Dużo wolnego czasu skłania nas do myślenia niekoniecznie o pozytywnych chwilach naszego życia....pozdrawiam i życzę siły
Briggit
15.12.2004 15:41
2004-12-14 14:11... ANILA napisał(a):
Kiedy moja corka zachorowala to wszyscy sie od niej odwrocili jakby byla tredowata .
Jesli moge zabrac glos w tej sprawie,- to nie jest prawda,że WSZYSCY ODWRÓCILI SIĘ od twojej Córki. Miala i ma Ciebie- a to b. wiele. Moze nie uswiadomila sobie tego do dzisiaj. To smutne, że 3lata po chorobie dalej żyje czasem przeszlym, wciąż czuje sie "tredowata" posród ludzi. Moze warto zeby tworzyła swój TERAZNIEJSZY "wizerunek". Na poczatek jakis nowy ciuch;), moze wizyta u fryzjera?.. itp. rozwijanie swoich zainteresowań (czym zajmowała się przed chorobą? co lubiła?) studia, podróże.... B. możliwe,że Julka nie dostrzega w sobie żadnych wartości, "czegoś" atrakcyjnego co mogłaby ludziom "zaoferować". Dobrze by było "wybić" jej to z głowy!. Mam nadzieje, że razem pokonacie to ogromne cierpienie. Trzymam kciuki:))) Zawiodla sie na ludziach i rodzinie . - czy po takich doświadczeniach nie warto żyć choćby po to żeby inni nie zawiedli się na nas???
baldi
15.12.2004 16:26
2004-12-15 16:41... Briggit napisał(a):
możliwe,że nie dostrzega w sobie żadnych wartości, "czegoś" atrakcyjnego co mogłaby ludziom "zaoferować". Dobrze by było "wybić" jej to z głowy!
wiesz jak to zrobic? ktos wie? prosze o porady!!
gaia
18.12.2004 14:29
W każdy tkwi wiele piekna jeżeli sam go nie widzisz najzwyczajniej trzeba znaleźć osobe która będzie potrafila je dostrzec i rozwinac
tomario75
22.12.2004 11:26
baldi
22.12.2004 12:08
2004-12-22 12:26... tomario napisał(a):
ale ja osobiscie przestalem wierzyc w przyjazn..
myslisz, ze moze istniec prawdziwa - niczym nie zmacona - przyjazn miedzy kobieta a mezczyzna? :>
małgo
22.12.2004 16:44
2004-12-22 13:08... Baldi napisał(a):
2004-12-22 12:26
myslisz, ze moze istniec prawdziwa - niczym nie zmacona - przyjazn miedzy kobieta a mezczyzna? :>
Mysle ze nie ma na to szans ;-)
gaia
22.12.2004 21:49
zgadzam sie.. zawsze, zawsze pojawiac sie beda momenty niepewnosci w ktorych przyjazn zacznei graniczyc z miloscia...
małgo
23.12.2004 08:37
2004-12-22 22:49... gaia napisał(a):
zgadzam sie.. zawsze, zawsze pojawiac sie beda momenty niepewnosci w ktorych przyjazn zacznei graniczyc z miloscia...
Mysle ze nie koniecznie musi chodzic o miłosc i mega uniesienia ale np o cos tak banalnego jak atrakcyjnosc fizyczna jestem kobietą i zawsze bede patrzec na faceta pod kątem atrakcyjnosci nawet jakby to miałabyc z zalozenia hiper platoniczna przyjazn.Taki life.Pozdrawiam!
aniarg
23.12.2004 14:11
a ja mam przyjaciele który jest facetem,i uważam że jest to możliwe, ja mam męża on żonę i w stosunku do siebie jesteśmy kompletnie aseksualni, nic w tym temacie czarna dziura ,pustka :))))))))
aniarg
23.12.2004 14:12
to znaczy w stosunkach ja i ten przyjaciel , a nie do naszych żon i mężów:)))))))))))))))))