Radio
06.11.2009 12:01
Witam.
Wybaczcie kolejny post w ten deseń, ale nie chcę zawracać lekarzom głowy bez potrzeby. Chodzi mi o Wasze doświadczenia w kwestii objawów tzw. poalkoholowych. Nie bolą mnie węzły, nie mam ich powiekszonych (przynajmniej nie wyczuwam) ostatnie badania krwi (medycyna pracy) nie wykazały niczego podejrzanego poza cholesterolem, OB w normie, nie pocę się, nie chudnę. Ale wystarczy mały drink, kilka łyków piwa, naprawdę niewiele alkoholu, żeby po chwili lub po kilku godzinach, a nawet na drugi dzień rozrywało mi głowę dokładnie w miejscu gdzie znajduje się prawy węzeł potyliczny. Węzeł nie jest powiększony, nie wyczuwam go, chodzi o miejsce. Ból jest koszmarny, trwa noc i cały następny dzień, czasami przechodzi po tabletce nurofenu. Nie zdarza się po każdym piwie czy drinku, ale nigdy nie występuje bez alkoholu. Zastanawiam się czy potraktować to jako sygnał alarmowy, czy po prostu uznać że alkohol mi nie służy i zapomnieć o tego typu przyjemnostkach.
Pozdrawiam i życzę wszystkim zdrowia.
Wybaczcie kolejny post w ten deseń, ale nie chcę zawracać lekarzom głowy bez potrzeby. Chodzi mi o Wasze doświadczenia w kwestii objawów tzw. poalkoholowych. Nie bolą mnie węzły, nie mam ich powiekszonych (przynajmniej nie wyczuwam) ostatnie badania krwi (medycyna pracy) nie wykazały niczego podejrzanego poza cholesterolem, OB w normie, nie pocę się, nie chudnę. Ale wystarczy mały drink, kilka łyków piwa, naprawdę niewiele alkoholu, żeby po chwili lub po kilku godzinach, a nawet na drugi dzień rozrywało mi głowę dokładnie w miejscu gdzie znajduje się prawy węzeł potyliczny. Węzeł nie jest powiększony, nie wyczuwam go, chodzi o miejsce. Ból jest koszmarny, trwa noc i cały następny dzień, czasami przechodzi po tabletce nurofenu. Nie zdarza się po każdym piwie czy drinku, ale nigdy nie występuje bez alkoholu. Zastanawiam się czy potraktować to jako sygnał alarmowy, czy po prostu uznać że alkohol mi nie służy i zapomnieć o tego typu przyjemnostkach.
Pozdrawiam i życzę wszystkim zdrowia.