Ziarnica.pl
← Wróć do działu Ogólne
Ogólne

Choroba a emocje

Autor: luq79 • 30.08.2009 11:55 • 6 odpowiedzi

luq79

30.08.2009 11:55

Odpowiedz

Cześć dawno mnie tu nie było, więc przesyłam pozdrowienia, chciałem się z Wami podzielić sprawą nad którą ostatnio się skupiłem , a mianowicie jakie wydarzania z życia mogły wywołać u nie taki silny i długotrwały stres (niekoniecznie świadomy, bo mogliśmy sobie to wypierać, a i tak wciąż u nas siedział),że w końcu doszło do załamania się obrony organizmu w wyniku czego doszło do choroby.To mogą być jakieś głębokie traumy z dalekiego dzieciństwa, bolesne rozstania, rozwód, rozwód rodziców, chore stosunki z najbliższymi,śmierć bliskich itd. Ja takie wydarzenia znalazłem(ale wciąż szukam) i chcę z nad nimi popracować, bo to może blokować moją drogę do wyzdrowienia.A czy słyszeliście o czymś takim jak Totalna Biologia? wybieram się na kurs jak tylko siły pozwolą.

aelirenn

31.08.2009 07:05

Odpowiedz

O 13:55, dnia 2009-08-30 Luq79 napisał(-a):

Cześć dawno mnie tu nie było, więc przesyłam pozdrowienia, chciałem się z Wami podzielić sprawą nad którą ostatnio się skupiłem , a mianowicie jakie wydarzania z życia mogły wywołać u nie taki silny i długotrwały stres (niekoniecznie świadomy, bo mogliśmy sobie to wypierać, a i tak wciąż u nas siedział),że w końcu doszło do załamania się obrony organizmu w wyniku czego doszło do choroby.To mogą być jakieś głębokie traumy z dalekiego dzieciństwa, bolesne rozstania, rozwód, rozwód rodziców, chore stosunki z najbliższymi,śmierć bliskich itd. Ja takie wydarzenia znalazłem(ale wciąż szukam) i chcę z nad nimi popracować, bo to może blokować moją drogę do wyzdrowienia.A czy słyszeliście o czymś takim jak Totalna Biologia? wybieram się na kurs jak tylko siły pozwolą.

Nie wiązałabym stresu z nowotworem. To raczej mało prawdopodobne. Stres wywołuje osłabienie (jak się długo stresuję to dostaję po jakimś czasie infekcji gardła), ale nie sądzę aby mógł być przyczyną tak poważnej choroby. Co do ukrytego stresu zaleciłabym psychologa. Sama z jego usług korzystam.

amii

31.08.2009 12:40

Odpowiedz
Uwaga - długi tekścior będzie...
Sprawa psychiki, a konkretnie zależności psyche - soma to nie do końca zbadany obszar. Jest w tym więcej niewiadomych niż nam się wydaje. Bada się to i bada, a efekty są niewielkie. Choćby na przykład kwestię nakierowywania kości - rytuału aborygeńskiego; szaman mruczy coś po d nosem, wskazuje łupkiem kości na człowieka i ten umiera po kilku tygodniach, jego czynności życiowe przez ten czas ustają stopniowo i nieuchronnie; nie dziwi fakt, że ofiarą może być Aborygen, ale zastanawia to, że umiera Europejczyk czy Amerykanin nie znający dialektu szamana, nie wierzący w banialuki z klątwami... Nieraz sprawdza się teoria, że chorobę można u siebie wywołać na życzenie: tak intensywnie się jej boisz, że w końcu zaczynasz mieć jej objawy. I działanie w drugą stronę: wiara w skuteczność terapii i siłę swego życia pokonuje chorobę; pisałam gdzieś o dziadku z Mazur? Otóż dziadzio nigdy nie miał czasu na choroby, ale "cusik go dopadło". W szpitalu nawet nie zoperowano mu raka, gdy u 80-letniego dziadka zobaczono ilość przerzutów do płuc, kości, jelit... zaszyto, przepisano przeciwbólowe i odesłano do domu. Lekarzowi rodzinnemu zlecono wizyty kontrolne, bo dziadzio nikogo nie miał na świecie. Jakie było zdziwienie owego lekarza, gdy zobaczył po kilku tygodniach pacjenta co miał leżeć na marach. Rąbał sobie drewno na opał. W szpitalu sprawdzono go od stóp do głów: śladu nowotworu. Dziadzio wzięty na spytki stwierdził, że choroby nie ma, bo go przecież tu zoperowali... (lekarzem rodzinnym była moja ciotka, relacja wiarygodna: ciotka w duchy i cuda nie wierzy). Wiele zależy zatem, co ma się w głowie; trzeba zatem, zgodnie z logiką twardo odpierać strach i walczyć. Nauczyć się pokonywać ból i lęk "bo ja rządzę swym ciałem i już". Nie rozczulać się nad sobą zanadto. Toksycznie działają na nas w szpitalu czy poczeklaniach jęczące i zestresowane osoby, rozchwiane psychicznie. Ja się od nich izolowałam: słuchawki i książka...
Nie chodzi o to, że wierzysz w zdrowie i jesteś zdrowy. Chodzi o to, że lęk, depresja, panika NIE POMAGAJĄ TERAPII. Pozytywne nastawienie jest lekiem wspomagającym walczący organizm. Warto więc wziąć się w garść, odizolować toksycznych ludzi (głoszących np.: biedna Dziunia, ona tak cierpi,biedactwo), zająć się sobą - ulubione zajęcia, spacery, praca - w granicach możliwości i chęci; do tego optymizm i zaufanie wobec lekarzy, którym [najczęściej] zależy na zdrowiu pacjenta. Dobrym pomysłem są kursy czy zajęcia jogi, medycyny niekonwencjonalnej czy gry na skrzypcach

edyta

08.09.2009 17:04

Odpowiedz
co kto lubi i co go relaksuje oraz wzbogaca.
Ja akurat łaskotki. Pod lewym pośladkiem i gdy jestem tam łaskotana to jest śmiech potężny i aż dławiący, a ja wołam: jeszcze, jeszcze, aż tchu nie mogę złapać. Super sprawa polecam :)

emi

08.09.2009 17:56

Odpowiedz

O 14:40, dnia 2009-08-31 Amii napisał(-a):

Uwaga - długi tekścior będzie...

Sprawa psychiki, a konkretnie zależności psyche - soma to nie do końca zbadany obszar.

Bardzo ciekawy i mądry tekst i mnie dotyczy jako matki dziecka z zz, która to nie radzi sobie z jego chorobą. Mój syn jest bardzo dzielny, ale ja kompletnie się rozkleiłam i jestem taka toksyczna, niby się staram trzymać, ale dusza rozdarta i w dalszym ciągu pytanie... dlaczego moje dziecko zachorowało, a los jest okrutny. A tak z ciekawości, to ile czasu dziadzio przeżył po operacji? Pozdrawiam

fishka

18.12.2009 18:36

Odpowiedz

O 14:40, dnia 2009-08-31 Amii napisał(-a):

Uwaga - długi tekścior będzie...

Sprawa psychiki, a konkretnie zależności psyche - soma to nie do końca zbadany obszar. Jest w tym więcej niewiadomych niż nam się wydaje. Bada się to i bada, a efekty są niewielkie. Choćby na przykład kwestię nakierowywania kości - rytuału aborygeńskiego; szaman mruczy coś po d nosem, wskazuje łupkiem kości na człowieka i ten umiera po kilku tygodniach, jego czynności życiowe przez ten czas ustają stopniowo i nieuchronnie; nie dziwi fakt, że ofiarą może być Aborygen, ale zastanawia to, że umiera Europejczyk czy Amerykanin nie znający dialektu szamana, nie wierzący w banialuki z klątwami... Nieraz sprawdza się teoria, że chorobę można u siebie wywołać na życzenie: tak intensywnie się jej boisz, że w końcu zaczynasz mieć jej objawy. I działanie w drugą stronę: wiara w skuteczność terapii i siłę swego życia pokonuje chorobę; pisałam gdzieś o dziadku z Mazur? Otóż dziadzio nigdy nie miał czasu na choroby, ale "cusik go dopadło". W szpitalu nawet nie zoperowano mu raka, gdy u 80-letniego dziadka zobaczono ilość przerzutów do płuc, kości, jelit... zaszyto, przepisano przeciwbólowe i odesłano do domu. Lekarzowi rodzinnemu zlecono wizyty kontrolne, bo dziadzio nikogo nie miał na świecie. Jakie było zdziwienie owego lekarza, gdy zobaczył po kilku tygodniach pacjenta co miał leżeć na marach. Rąbał sobie drewno na opał. W szpitalu sprawdzono go od stóp do głów: śladu nowotworu. Dziadzio wzięty na spytki stwierdził, że choroby nie ma, bo go przecież tu zoperowali... (lekarzem rodzinnym była moja ciotka, relacja wiarygodna: ciotka w duchy i cuda nie wierzy). Wiele zależy zatem, co ma się w głowie; trzeba zatem, zgodnie z logiką twardo odpierać strach i walczyć. Nauczyć się pokonywać ból i lęk "bo ja rządzę swym ciałem i już". Nie rozczulać się nad sobą zanadto. Toksycznie działają na nas w szpitalu czy poczeklaniach jęczące i zestresowane osoby, rozchwiane psychicznie. Ja się od nich izolowałam: słuchawki i książka...

Nie chodzi o to, że wierzysz w zdrowie i jesteś zdrowy. Chodzi o to, że lęk, depresja, panika NIE POMAGAJĄ TERAPII. Pozytywne nastawienie jest lekiem wspomagającym walczący organizm. Warto więc wziąć się w garść, odizolować toksycznych ludzi (głoszących np.: biedna Dziunia, ona tak cierpi,biedactwo), zająć się sobą - ulubione zajęcia, spacery, praca - w granicach możliwości i chęci; do tego optymizm i zaufanie wobec lekarzy, którym [najczęściej] zależy na zdrowiu pacjenta. Dobrym pomysłem są kursy czy zajęcia jogi, medycyny niekonwencjonalnej czy gry na skrzypcach

magdam

03.01.2011 00:33

Odpowiedz

Niesamowite,co napisałaś-jakbym czytała samą siebie

A już myślałam,że tylko ja jestem taka ...

Jestem prawie 20 lat po zz,bez nawrotu,leczenie przeszłam bardzo dobrze - równiez od strony psychicznej.Pozytywnie nastawiona. Ale zaczęło się po 2 miesiącach od wyleczenia-pierwsza depresja.I tak przez te wszystkie lata tak raz-dwa razy do roku popadam... zaczyna się niewinnie od jakiegoś małego bólu-czasem szyja,czasem klatka, czasem ręka lub noga czy też bóle kości.Kiedyś odwiedzilam 4 lekarzy- bolala mnie noga i drętwiala-badania były ok,bylam u onkologa,u neurologa, ortopedy, lekarza rodzinnego...nic nie znaleźli.To było 10 lat temu.W końcu przeszło, choć jak niej pomyślę, to gdzieś tam czuję ból...więc to wszystko jest w naszej głowie.

Jeśli macie jakieś sposoby na depresję -piszcie. Dziękuję za wszytskie ciepłe i pocieszające opowieści-chyba nie trzeba pisać ,ile to daje naszej psyche czytać ....

Pozdrawiam ciepło:)

Dziękuję, że to napisałaś…. Szczególnie tą historię o dziadku…

Jestem prawie 11 miesięcy w remisji. W czasie leczenia byłam bardzo dzielna, chodziłam do pracy, koledzy mówili, że w ogóle nie widać po mnie choroby. Po zakończeniu leczenia jakby piorun we mnie uderzył, zaczęłam być bardzo nerwowa, przewrażliwiona. Zmieniłam nawet swoje stanowisko pracy na mniej stresujące… Spokojna o swoje zdrowie byłam tylko przez kilka tygodni po kontrolnych badaniach, potem znowu zadręczałam się myślami, że „to” może nadal istnieje. Ta niepewność bywa czasami nie do zniesienia… Najmniejszy problem ze zdrowiem (dotyczy to również moich bliskich) z mojej perspektywy jawi się jako ciężka choroba. Gdy tylko usłyszę, że kogoś coś tam boli, to najnormalniej w świecie paraliżuje mnie ze strachu. Oczywiście nie dzielę się z nikim swoimi myślami… znam je tylko ja.

Dzisiaj postanowiłam poszukać coś na forum o psychice i o „figlach” jakie potrafi spłatać po leczeniu i znalazłam ten post. Wystarczyło kilka zdań… Teraz jak mnie dopadną czarne myśli będę myślała o „dziadziu z Mazur”