Gosia
26.08.2009 08:02
Kiedy 5 lat temu zauważyłam u siebie guza nadobojczykowego, poszłam z tym do lekarza pierwszego kontaktu, który zalecił mi zrobić prześwietlenie płuc i wybrać się do ginekologa. Na kliszy nic nie wyszło, więc poszłam do ginekologa. Pani ginekolog natychmiast kazała mi załatwiać wycięcie guza i badanie histopatologiczne i jednocześnie pójść do psychiatry. Załamana podejrzeniem nowotworu poszłam. Tam dostałam leki antydepresyjne i wiele wspierających mnie rozmów, w międzyczasie wycięto mi guza-a wynik-ziarnica złośliwa. Ale może dzięki temu spokojniej znosiłam te niespokojne dni. Czytając dość regularnie różne wątki na tej stronie - zastanawiam się, czy lekarze udzielają podpowiedzi odnośnie ratowania psychiki. W szpitalu gdzie robiono mi naświetlania, leżałam z koleżanką też z ziarnicą, która tak bała się naświetlań, że wręcz uciekła za szpitala. Taka była przerażona maską i klaustofobicznym "wystrojem wnętrza" pomieszczenia do naświetlań. Nic nie słyszałam, żeby inne moje koleżanki korzystały z pomocy psychiatry lub psychologa. A jak to było u Was? Pozdrawiam.