Witam ponownie. Powracam z tematem gdyż pojawiły się nowe okoliczności. Gardło nadal mnie bolało, było zaczerwienione więc uznałam, że należy zrobić wymaz z gardła i nosa. Pomijam fakt, że robiłam to za własne pieniądze, gdyż lekarze nie widzieli ku temu wskazań. Wczoraj otrzymałam wynik i przyznam, że nogi mi się lekko ugięły. Otóż mam gronkowca złocistego w gardle i nosie, z tym, ze w nosie jest nosicielstwo...Lekarka powiedziała mi, że tego z nosa nigdy się już nie pozbędę. I teraz moje pytanie czy ktoś z Was miał do czynienia z gronkowcem po leczeniu? Najbardziej obawiam się tego, że w przypadku nawrotu (tfu, tfu) mogą mnie nie zakwalifikować do przeszczepu. Nie wiem też jak w takim przypadku wygląda podawanie chemii, czy wogóle podają? Jeśli jest wśród Was ktoś z podobnym problemem proszę podzielcie się wiedzą na ten temat bo w necie znalazłam tylko opisy leczenia dla "zdrowych" a w naszej sytuacji wygląda to zupełnie inaczej. Przyznam, że jestem tym wszystkim przerażona. Pozdrawiam.
Generalnie to się chyba z lekarzem nie zrozumiałaś. Chociaż fakt, że nie pobrano ci wymazów z gardła wskazuje nie tylko na ignorancję ale wręcz na niekompetencję (o dobrego laryngologa jeszcze trudniej niż o dobrego hematologa... generalnie to gatunek na wymarciu).
Po pierwsze spokój. Najpierw przeczytaj to co jest napisane o gronkowcu złocistym w wikipedii. Tak na marginesie podają tam nie aktualne dalne. Dobry laryngolog potwierdzi ci, że ta bakteria występuje u ponad połowy populacji (szczególnie w zatokach). Nie stanowi to żadnego zagrożenia dla ewentulanego przeszczepu w przyszłości. Mam nadzieję, że zleciłaś też sporzadzenie antybiogramu. Jeśli nie to jest on niezbędny dla prawidłowego leczenia. Po tym wiadomo będzie jaki antybiotyk zastosować. Jesli w ostatnim czasie trzymałaś się z dala od szpitali i nie miałaś szansy złapać jakiegoś opornego na antybiotyki gronkowca to wszystko będzie szybkie i proste. Jak nie to leczenie będzie ciut dłuższe. Ale na 100 procent zakończy się powodzeniem. Więc sie uśmiechnij bo nie ma powodu do zmartwień.
P.S. piszę ci to facet który miał infekcje gronkowcem w zatokach, ktoremu gronkowcem (mecytylino odpornym)szpital zakaził preparaty przeszczepowe, który w trakcie mobilizacji dostał infekcji dróg moczowych spowodowanych bakterią z patogenem (skończyła sie wizytą sanepidu i przyśpieszonym czyszczeniem oddziału i kontrolą poprzedniego szpitala w kórym byłem)
Przeszczep i tak miałem.