Biopsję cinkoigłową miałam przeprowadzoną w gabinecie zabiegowym. Po prostu lekarz wkłuł mi się w mojego węzła nadobojczykowego jakąś długą igłą. Nie przypominam sobie, żebym miała jakieś znieczulenie, może, bo to wcale nie bolało. Już wkłuwając się usłyszałam, że mu się bardzo ten węzeł nie podoba.Z tą informacją wróciłam do domu. Ale ponieważ nieświadomość jest podobno łaską (podobno, w każdym razie wtedy tak myślałam, bo teraz to wolę wiedzieć jak najwięcej), to za bardzo się nie przejęłam. Po tygodniu (chociaż słyszałam, że inni szybciej)dowiedziałam się, że to chłoniak. Stan mojej wiedzy w tamtym czasie (ok. 5 lat temu) był zerowy, to się głupio zapytałam: czy to złośliwy nowotwór. Lekarz spojrzał na mnie z politowaniem (albo tak mi się zdawało)i odpowiedział:"Chłoniaki zawsze są złośliwe,ale jak będzie poni miała szczęście, to będzie to ziarnica".To była ziarnica, później jak trafiłam do Wrocławia do szpitala, to usłyszałam od mojego onkologa:"Miała pani pecha, ale malutkiego, będzie pani długo żyła". Pozdrawiam wszystkich serdecznie, Ciebie również. Oraz oczywiście Baldiego, bo przez rok to forum leczyło mnie z depresji:)