Ziarnica.pl
← Wróć do działu Ogólne
Ogólne

samotność

Autor: gość • 01.07.2008 20:38 • 14 odpowiedzi

gość

01.07.2008 20:38

Odpowiedz

Witam.kto z Was spotkał sie z problemem samotności w czasie choroby ,a potem i po chorobie, "zniknięciem" wszystkich "przyjaciól" i jakby zapomnieniem że jeszcze człowiek istnieje.

Jerzy 32

01.07.2008 22:14

Odpowiedz
Ja się z tym spotkałem, jak zachorowałem znajomi zaczeli mnie unikać, nawet rodzina dowiadywała się o mój stan zdrowia raz na pół roku i to za pośrednictwem mojej mamy.
Wydaje mi się, że jest to spowodowane tym, że część ludzi nie wie co ma powiedzieć w takiej tragicznej sytuacji i czuje się zakłopotana, a pozostała część ma to po prostu gdzieś...

ANDREAS1508 moje gg10680926

01.07.2008 22:24

Odpowiedz

O 22:38, dnia 2008-07-01 gość napisał(-a):

Witam.kto z Was spotkał sie z problemem samotności w czasie choroby ,a potem i po chorobie, "zniknięciem" wszystkich "przyjaciól" i jakby zapomnieniem że jeszcze człowiek istnieje.

choroba zmienila caly moj swiat kiedys dzwi sie nie zamykaly kumpli bylo kupe bylo tak WOLNA CHATA KASA IMPREZY to byli znajomi teras nic nikt sie nie odezwie i nikt nie wpadnie chociasz widze przez okno jak ida kolo mojego domu skonczyla sie SWINKA SKARBONKA koncza sie znajomosci to mnie boli teras pozostal mi pies kot i telewizor ***dlaczego tak jest ***

gość

02.07.2008 14:56

Odpowiedz

dzieki Wam za odpo.a juz myślałem że to tylko tak ze mną jest.tylko jak z tym se poradzić ?

kaja

02.07.2008 16:14

Odpowiedz

O 22:38, dnia 2008-07-01 gość napisał(-a):

Witam.kto z Was spotkał sie z problemem samotności w czasie choroby ,a potem i po chorobie, "zniknięciem" wszystkich "przyjaciól" i jakby zapomnieniem że jeszcze człowiek istnieje.

Też mnie to spotkało.Częściowo rodzina i znajomi odsunęli się w czasie choroby i trwa to nadal.Czym podyktowane?Właściwie mnie jako osobie chorej bardzo trudno to zrozumieć nadal/8 lat/ się nad tym zastanawiam,może gdzieś po naszej stronie tkwi błąd.Osobie z boku chyba trudno pytać ,pomagać,boją się urazić,boją się być nachalni.A nam trudno napraszać się .Bardzo to skomplikowane,a może im tak wygodnie.Nie trzeba słuchać o przykrych momentach w czasie terapi nie trzeba patrzeć na problemy chorego,problem z głowy.Pozdrawiam.

Asica

02.07.2008 19:24

Odpowiedz

O 18:14, dnia 2008-07-02 kaja napisał(-a):

Właściwie mnie jako osobie chorej bardzo trudno to zrozumieć nadal/8 lat/ się nad tym zastanawiam,może gdzieś po naszej stronie tkwi błąd.

Uscislajac IMO chodzi o "bład" w nastawieniu chorego do choroby i oczekiwan chorego wobec bliskich w trakcie leczenia..

W czasie leczenia nie traktowalam siebie jako ciezko chorej ani nie pozwalam aby inni mnie tak traktowali..nie uzalalam sie nad soba i nie chcialam aby inni sie nade mna uzalali lub zanadto sie mna przejmowali..draznil mnie czasem podniesiony poziom opiekunczosci mojej mamy,babci w czasie leczenia..

MOZE to z powodu takiego nastawienia do choroby znajomi sie ode mnie nie odwrocili (nawet teraz pytaja jak sie czuje, jak kontrole,wyniki itp),a wsrod rodziny niektorzy mocniej sie mna interesowali..

Safoya

03.07.2008 07:30

Odpowiedz
Ja miałam podobnie jak Asica. Miałam oczywiście chwile słabości, zwłaszcza po chemii, ale ogólnie podczas leczenia starałam się być silna i optymistycznie nastawiona, co inni widzieli i może przez to ich stosunek do mnie był bardzo pozytywny. Często mówili mi, że jestem bardzo silna, bo wogóle nie widać po moim zachowaniu, że choruję, że cierpię, że się boję. Często przyjaciele mi mówili, że zadziwiam ich tym, że mając tak poważne problemy nadal ONI mogą liczyć na wsparcie dla ich problemów, zainteresowanie, że pomimo tak ciężkiego okresu w moim życiu potrafiłam być wrażliwa na ich prolblemy, nawet jeżeli w porównaniu z moją chorobą ich problemy wydawały się tak błahe...
Wydaje mi się, że moja choroba jeszcze bardziej uciśniła moje przyjaźnie, jeszcze bardziej je wzmocniła.
Ale nie zawsze jest kolorowo. W lutym miną 2 lata od zakończenia leczenia, a mnie coraz częściej dopadają niepewności, i o dziwo coraz częściej niż w czasie leczenia... To też swego rodzaju samotność. Bicie się z własnymi myślami, z własnym strachem. Przez to, że już tyle czasu upłynęło od leczenia, każdy myśli, że MAM TO ZA SOBĄ, a mnie coraz częściej dopadają złe myśli. I jestem sama z nimi, bo nie chcę moich bliskich zadręczać moimi strachami, zwłaszcza, kiedy oni myślą, że to wszystko już za mną, że nie wóci. I właśnie na tym polega moja samotność....

gosć

03.07.2008 08:24

Odpowiedz

O 09:30, dnia 2008-07-03 Safoya napisał(-a):

Ale nie zawsze jest kolorowo. W lutym miną 2 lata od zakończenia leczenia, a mnie coraz częściej dopadają niepewności, i o dziwo coraz częściej niż w czasie leczenia... To też swego rodzaju samotność. Bicie się z własnymi myślami, z własnym strachem. Przez to, że już tyle czasu upłynęło od leczenia, każdy myśli, że MAM TO ZA SOBĄ, a mnie coraz częściej dopadają złe myśli. I jestem sama z nimi, bo nie chcę moich bliskich zadręczać moimi strachami, zwłaszcza, kiedy oni myślą, że to wszystko już za mną, że nie wóci. I właśnie na tym polega moja samotność....

nie wiem czy to Ciebie pocieszy czy zmartwi, ale ja pomimo ze mineło 18lat od wykrycia choroby tez mam napady że sie boje i czasem jeszcze nie potrafie zrozumieć dlaczego ja i za co i przeżywam to w samotności nie dręcząc innych.też w trakcie leczenia nieraz wręcz wyrzacałem z pokoju nadgorliwie opiekuńczych bo tego nie nawidziłem.

ale w czasie choroby i poza nigdy nie wymagałem aby sie mną moi znajomi w jakis nadzwyczajny sposób interesowali,nie rozmawiałem z nimi o przebiegu choroby o tym że czasem cierpie że jest mi cholernie źle.a pomimo to nikt poza rodziną przy mnie nie "został"

tak więc widzę ze to po prostu zależy kto na jakich przyjaciól trafił,tak jak Asica trafiła na ludzi co zaakceptowali Ją, a inni nie.

Teresa

04.07.2008 07:29

Odpowiedz

O 10:24, dnia 2008-07-03 gosć napisał(-a):

O 09:30, dnia 2008-07-03 Safoya napisał(-a):

Ja sie spotkałam z taką opinia ze nowotworem mozna sie zarazić,mysle ze cześciowo z tego powodu tak sie dzieje.Ludzie mimo wszystko sie boja.wtedy jak ja zachorowałam,23 lata temu,to należało do normalności.Myśle ze teraz to sie zmienia ,wiecej informacji,zmienia sie stosunek do ludzi chorych.Ale zawsze jest tak ,ze najbliżsi sa zawsze przy nas.

tlenoterapia

16.08.2008 11:02

Odpowiedz

O 22:38, dnia 2008-07-01 gość napisał(-a):

Witam.kto z Was spotkał sie z problemem samotności w czasie choroby ,a potem i po chorobie, "zniknięciem" wszystkich "przyjaciól" i jakby zapomnieniem że jeszcze człowiek istnieje.

W czasie choroby wszystko sie przewartosciowalo jesli chodzi o znajomych i przyjaciol. niektorzy znajomi ktorych uwazalam za dalekich bardzo sie przejeli i starali sie mnie wspierac.koniecznie chcieli pomagac.Niektorzy ,ktorych uwazalam za przyjaciol,okazali sie powierzchowni i obojetni.Generalnie jednak moje relacje z ludzmi bardzo sie wzmocnily-spotykalam sie z wieksza sympatia ze strony obcych ludzi, a przyjaznie ktore mialy wymiar tylko rozrywkowy zamienily sie w glebokie relacje.Znajomi nie dawali mi spokoju dzwonili,skypowali,przychodzili dzwiami i oknami.

Binka

16.08.2008 15:56

Odpowiedz

O 09:29, dnia 2008-07-04 Teresa napisał(-a):

O 10:24, dnia 2008-07-03 gosć napisał(-a):

O 09:30, dnia 2008-07-03 Safoya napisał(-a):

Ja sie spotkałam z taką opinia ze nowotworem mozna sie zarazić,mysle ze cześciowo z tego powodu tak sie dzieje.

;/ Ja też się z tym spotkałam.Mojej koleżance rodzice zabronili żeby mnie odwiedzała tłumacząc że można się tym zarazić ;/ Nie wiedziałam co powiedzieć,zamurowało mnie ;/

piotrek

17.08.2008 13:32

Odpowiedz
ja jakos niemialem z tym zupenie problemow. Moze dlatego ze zachowywalem sie normalnie i nie uzalalem sie nad soba. Gdyby nie lysa glowa nic bym nikomu nie mowil. A poniewaz przedtem mialem dlugie wlosy to zawsze padalo pytanie "co sie stalo". W sumie nawet fajnie bylo widziec to zaklopotanie i "co ja mam teraz powiedziec" w ich oczach :) Nawet mnie to bawilo. :) Naszczescie nie trwalo to dlugo i wszystko wracalo do normy. Grunt to nie zachowywac sie i nie wygladać bardziej "choro" niz sie w rzeczywistosci jest ;)
Powiedzmy sobie szczerze, ziarnica jest upierdliwa w leczeniu ale nic pozatym.

gosciowka

26.08.2008 22:02

Odpowiedz

O 22:38, dnia 2008-07-01 gość napisał(-a):

Witam.kto z Was spotkał sie z problemem samotności w czasie choroby ,a potem i po chorobie, "zniknięciem" wszystkich "przyjaciól" i jakby zapomnieniem że jeszcze człowiek istnieje.

ja widze ten problem z innej strony i w innej sytuacji :( chory zaczął mnie unikac nie chce sie spotykac, zakonczyl serie naswietlan i dowiedzial sie od lekarzy ze nie moze tego tamtego i chory mnie unika. mowi ze i tak bedzie obil to co bedzie chcial cytuje "walic to co mowia lekarze" ;( nie poznaje Go bo wiem, ze na zdrowiu zalezalo Mu najbardziej a traz slysze taki cos, unika spotkan odrzuca wszystkie zaproszenia, nie wiem co mam zrobic jak rozmawiac jak sie spotkac aby porozmawiac i jak doprowadzic teraz do spotkania, jak pomoc :( zdrowie jest przeciez najwazniejsze ;;;;(

ewa

27.08.2008 10:00

Odpowiedz

O 00:02, dnia 2008-08-27 gosciowka napisał(-a):

nie wiem co mam zrobic jak rozmawiac jak sie spotkac aby porozmawiac i jak doprowadzic teraz do spotkania, jak pomoc :( zdrowie jest przeciez najwazniejsze ;;;;(

Być dla ziarniaka cierpliwym i wyrozumiałym ! Nie wolno współczuć, litować się, głośno kontrolować diety czy innych ograniczeń i ciągle przypominać: JESTEŚ CHORY, TO DLA TWOJEGO DOBRA itp. Takie porady mogą chorego nieźle wkurzyć. On sam wie, co mu wolno, a co nie. Jeśli jednak widzimy, że postępuje źle, to musimy delikatnie lecz stanowczo i niejednokrotnie dyplomatycznie naświetlić mu pewne sprawy. Trzeba być jak cień, jak Anioł Stróż.

Nie wolno jednak nigdy reagować milczeniem i rozumować : SKORO NIE JESTEM CI POTRZEBNY... To najgorsze wyjście dla chorującego! Chory nie może zostać sam, NIGDY!

Zdrowy ma mu pomóc fizycznie i psychicznie przejść przez okres choroby i leczenia. Na pewno nie jest to łatwe, ale chory jest jednak w dużo gorszej sytuacji. Bo chociaż niekiedy głośno krzyczy : DAM SOBIE RADĘ SAM , tak naprawdę, w głębi serca czeka na nasze serce i naszą mądrą pomoc.

gosciowa

27.08.2008 17:41

Odpowiedz

Być dla ziarniaka cierpliwym i wyrozumiałym ! Nie wolno współczuć, litować się, głośno kontrolować diety czy innych ograniczeń i ciągle przypominać: JESTEŚ CHORY, TO DLA TWOJEGO DOBRA itp. Takie porady mogą chorego nieźle wkurzyć. On sam wie, co mu wolno, a co nie. Jeśli jednak widzimy, że postępuje źle, to musimy delikatnie lecz stanowczo i niejednokrotnie dyplomatycznie naświetlić mu pewne sprawy. Trzeba być jak cień, jak Anioł Stróż.

Nie wolno jednak nigdy reagować milczeniem i rozumować : SKORO NIE JESTEM CI POTRZEBNY... To najgorsze wyjście dla chorującego! Chory nie może zostać sam, NIGDY!

Zdrowy ma mu pomóc fizycznie i psychicznie przejść przez okres choroby i leczenia. Na pewno nie jest to łatwe, ale chory jest jednak w dużo gorszej sytuacji. Bo chociaż niekiedy głośno krzyczy : DAM SOBIE RADĘ SAM , tak naprawdę, w głębi serca czeka na nasze serce i naszą mądrą pomoc.

wiem jestem przy Nim mimo wszystko tylko teraz przestał się odzywać, chory cały czas się zachowuje jakby kpił ze zdrowia, leczenia itd. zachowuje się jakby był zdrowy a tak przecież sobie tylko zaszkodzi ;/ mówi o rzeczach, które uważam, ze nigdy nie przyszły Jemu do głowy :O koszmar a ja nie wiem co robic, bo sie nie odzywa ;( ja mimo wszystko pisze dalej ... nie dam się !!!