Jeśli chodzi o negatywy chemii to u mnie gdzieś po 6 dawce zaczynały się już pod kroplówką. Nie mogłam znieść zapachu w sali kiedy leżałam pod kroplówką, do tego dochodziły dreszcze pod koniec podawania. Koło 9 chemii odrzucało mnie już w progu. Jak sobie radziłam? Nie objadałam się rano przed chemią, bo wiedziałam że za kilka godzin i tak to zwrócę- jadłam do syta ale lekko. Przede wszystkim jednak brałam ze sobą mydełko o przyjemnym zapachu. Otwierałam je na sali i podtykałam pod nos gdy mnie nachodziły mdłości-działało, nigdy podczas 12 chemii nie zwymiotowałam a i ratowałam mydełkiem "sąsiadki"(każdy ma swój sposób-obieranie pomarańczy w czasie podawania chemii, popiajnie letniej herbaty z pokrzyw-po wodzie raczej wszyscy wymiotują). No i na te dreszcze które wiedziałam że przyjdę brałam zawsze rozpinany sweter do zarzucenia. Zaraz po podaniu chemii starałam sie zaczać jak najszybsze oczyszczanie organizmu! Dlatego już w szpitalu-obowiązkowo wizyta w toalecie! Potem szybko do domu-i to też w sobie wyrobiłam-żadnego powstrzymywania wymiotów tylko WC zaraz po wejściu do domu(10 minut tragedii i ulga...), zaraz potem letnia herbatka z pokrzywy i obowiązkowa kąpiel! To konieczne by pozbyć się zapachu chemii, plastrów i szpitala-NAPRAWDĘ pomaga. Potem na opuchniętą po lekach io wysuszoną ich działaniem twarz warstwa kremu nawilżającego (wielka ulga!) i odpoczynek w koniecznie wywietrzonym pokoju! Odradzam pastowanie podłóg czy używanie środków do konserwacji mebli odświeżaczy powietrza itp w domu wczasie chemioterapii-niepotrzebny bodziec do wymiotow-wiem coś o tym. Posiłki przez pierwsze 3 dni po chemii raczej lekkie niż smażone, ale nie nalezy sobie niczego odmawiać jesli przyjdzie ochota. Wiem też że np coś co okazało się zjadliwe po jednej chemii ale i tak zakończyło się wymiotami wieczornymi na pewno nie będzie pożądane po następnej chemii(już się źle choremu kojarzy!)-dlatego zachcianki po każdej chemii miałam inne. Należy często wietrzyć pokoj i gdy tylko lepiej się czujemy wychodzić choć na chwilę do innego pomieszczenia w domu, chocby porozmawiać chwilkę z kimś z rodziny lub po prostu posiedzieć w innym otoczeniu-to pomaga, bo leżąc większość doby w łózku można staracić calkiem poczucie czasu i rzeczywistości. Co pomaga? Własnie takie "wycieczki", picie herbaty z pokrzywy(oczyszcza i naprawdę mozna się napić!-a miałam z tym problemy), mi przy braku apetytu pomagało przegryzanie obranych i pokrojonych jabłek! Nie są wskazane owoce i soki cytrusowe, herbata z cytryną-podrażniają przełyk! Wieczorami polecam wyjście sobie na balkonik(w ciepłe dni), posiedzenie sobie chwilę przy uchylonym oknie czy w lepszej formie spacer. Polecam sok z marchwii, odradzam sok z burakow przy problemach z przełykaniem(jest ostry!)-ewentualnie należy go łączyć z innym sokiem, ale nie zmuszać się! Ja tego nie robiłam, za to brałam Ecomer i biorę go do dziś. Polecam. Wiem też z doświadczenia, że pierwsze 2-3 dni po chemii nawet mowienie jest potwoooornie męczące, najchętniej by się zniknęło. Doceniłam wtedy cichą obecność np siostry. NIe wstydźcie się bliskości wobec chorego-głaskanie po ręce czy po łysej główce(dodatkowo okażecie akceptację nowego wyglądu chorego) okazuje się zbawienne i nawet w nagorszych chwilach , w błogiej ciszy może przynieść upragniony sen. Nie wstydźcie się także masazu gdy zajdzie taka potrzeba! Puchnięcie nóg-nawet po uda!- to częsty objaw. Mi pomagała maść Venożel i masaż(nawet automasaż) w kierunku od kostek do gory (czasami także rąk-spuchnięte palce)zawsze w kierunku "do serca")! Na zgagę -także w czasie radioterapii-brałam Rennie-pomaga! Ja w czasie leczenie nie przytyłam ani kilograma ale opuchłam tak, że zmieniły mi się rysy twarzy- dodatkowo brakowało brwi - nie poznawałam się w lustrze. To minie. Co mi pomagało najbardziej? Chyba nie uprzedzanie faktów i nie interesowanie się co może mnie spotkać, jakie będą objawy po tym czy tamtym. Widziałam jak wiele osob katowało się autosugestią i dowiadując się o czymś "co ma większość" miały to na drugi dzień. Lepiej pewnych rzeczy nie wiedzieć!! Ja należę do grupy ktorej takie podejście pomogło ..nawet z uśmiechem!..przejść leczenie i uniknęłam wielu nieprzyjemnych objawów. Naprawdę! Ważne jednak by gdy coś się pojawi pytać zaraz lekarza dlaczego, bo (wiem to po sobie) chory lubi mieć świadomość że to co go spotyka jest "normalne" i nie oznacza końca świata. Uff..rozpisałam się. MAm nadzieję , że nie na darmo:) Pozdrawiam ciepło wszystkich chorych i ozdrowieńców!!!!