no i właśnie tym nie rozmawianiem o chorobie Tata wyrządza jeszcze wiekszą krzywde zalozycielce watku, wyraźnie widać ze dziewczyna bardzo sie martwi. Rozmowa rozwiałaby wątpliowsci. Lepiej znać najgorszą prawde niż żyć w ciagłej niepewności-moim zdaniem.
inni wola przejsc TO w tajemnicy, ciszy i spokoju..
zapewniam ze przechodzzenie TEGO w tajemnicy nie jest dobrym rozwiazaniem, czlowiek tylko bardziej moze sie zalamac i zamknac w sobie
Psychologiem jestes??? Jesli tak,to marnym :/
daleko mi do psychologii. Z tego co sie orientuje to Tobie chyba rowniez daleko, ale byc moze sie mylę.
Widocznie do tej pory JEJ tato potrzebowal OWEJ tajemnicy.. U mnie takze BARDZO malo osob wiedzialo o tym,ze jestem chora i sie lecze..Niektorzy mowia,ze jestem "harda i twarda",i moze stad to sie bralo,ze nie chcialam widziec litosci w oczach innych, martwic za bardzo bliskich..
moje slowa byly oparte na wlasnych doswiadczeniach. Wyobraz sobie, ze ja rowniez nikomu nie powiedzialam, jedyna osoba ktorej powiedzialam, ze jestem chora, to byla mama. Najblizsza rodzina (brat, tata) dowiedzieli się nie z moich ust, i dopiero jakis czas po diagnozie. Teraz z perspektywy czasu moge powiedziec, ze nie poradzialabym sobie bez nich, ich pomoc byla bardzo potrzebna. Nie chodzi mi tu o jakąś pomoc psychiczna, tylko o np. przywiezienie ze szpitala, zalatwienie jakis papierkow itp.
wyobraz sobie,ze w niektorych miejscach/srodowiskach/sytuacjach byc chorym na nowotwor to NADAL cos wstydliwego..i jest to WTEDY temat tabu..
zdaaje sobie doskonale z tego sprawe, pochodze z malej wioski i na czas leczenia wrocilam do rodzicow do domu, i doskonale widzialam miny ludzi, kiedy gdzies przypadkiem zauwazyli mnie łysą a za chwile w bujnych włosach. Wszystko robiłam żeby nikt sie nie dowiedzial, ale ludzie sa tak wscibscy, ze potrafili przyjsc do domu i spytac np. o ktorej tata wroci z pracy, zeby tylko mnie zobaczyc czy naprawde nie mam wlosow...
Znam ozdrowiencow ZZ,ktorzy nie chca zamieszczac TU swoich zdjec, bo boja sie/nie chca,zeby ich znajomi/rodzina dowiedziala sie,ze byli chorzy...
Chociaz juz minelo sporo czasu od wyleczenia dalej nie chce zeby dalsza rodzina wiedziala o chorobie. Nie chce tego ich uzalania itp. Ale najblizsza rodzina typu mama, tata, corka, syn moim zdaniem powinni wiedziec. Komicznie wygladaly miny moich rodzicow kiedy na wigilii ciotki, wujkowie z babcia na czele prawie jednoglosnie spytali czemu obcielam takie ladne dlugie włosy. I co mialam im powiedzziec, ze nie tak dawno byłam łysa. Zrobilam głupkowata mine, a mama zaczela sie tlumaczyc, ze zawsze chciala zebym obciela sie po męsku(jak to ona mowi).
Dla Was nie jest TO czyms wstydliwym,umiecie o TYM mowic..uszanujcie jednak i tych,ktorzy maja odmienne do tego podejscie..
niektorzy owszem umieja o tym mowic, ja umiem ale tylko tu i tylko wsrod tych, ktorzy byli chorzy. Takie jest własnie myślenie ludzi, nie powiem bo nie chce ich martwic. To moze lepiej nie isc do lekarza, bo jeszcze wykryją jakąś chorobe i dopiero wtedy sie narobi.
Podsumowując moje wszystkie wypowiedzi: nie napisalam nigdzie ze jest dla mnie dziwne nie mowienie o chorobie najblizszym, bo to nie jest dziwne, wielu ludzi to stosowalo i dalej bedzie stosowac. Ale to nie jest dobre rozwiazanie.