Czy zz zmienia ludzi? Tuż po chorobie byłam przekonana, ze >zacznę inaczej podchodzić do zycia. Mniej strsu, przejmowania >się głupstwami. To myślenie skonczylo się, odkąd wrócilam do >pracy. Znów biegam, znów sie stresuję i niby wbiłam sobie do >glowy, ze najważniejsza będzie rodzina, odpoczynek.... a >robię zupełnie odwrotnie. Nie potrafię odmawiac, wiecznie >biorę na siebie za dużo roboty, a potem siedzę po nocach i >sama na siebie sie złoszczę, ze znów nie byłam asertywna.
Hmmm... A nie jest tak, że chcesz pokazać sobie i ludziom dookoła, że jesteś zdrowa? Że jesteś pełnowartościowym pracownikiem? Nie jest to jakieś podświadome udowadnianie, że "ja jednak potrafię, nie dam się"?
Do tego dochodzi irytacja, bo nie tak miało być.. Bo obiecywałam sobie inne życie... No i klops, impas...
Jeśli Cię to pocieszy to ja mam podobnie :) I choć nie siedzę już po 11 h dziennie w pracy, nie przynoszę już "roboty" do domu i robię tyle, ile jestem w stanie, to jednak całkowicie wyizolować się nie da. Niestety nie potrafię się do końca wyłączyć. W efekcie były dni, kiedy nerwy mi puszczały, kiedy się poryczałam, kiedy musiałam wziąć coś na uspokojenie :/
W pracy spędzamy większość dnia i trudno całkowicie się od niej odciąć.
Choć pracuję nad tym nieustannie ;)
Pozdrawiam
m
Aaaa i jeszcze jedno. Choroba zmienia. W różnym stopniu, różne osoby. Kiedyś nie widziałabyś w takim trybie życia nic złego, teraz zdajesz sobie sprawę, że nie na tym ono polega. A to już coś