Nie wiem czy Cię Fantomaszu uratuję, bo raczej skłaniam się w kierunku myślenia Baldiego, ale napiszę jak to było u mojej córki.
Rzeczywiscie ma Ona usunięty jeden płat płuca i jest to wynikiem nie diagnozowania, lecz kolejnego etapu leczenia. Wcześniej na etapie diagnowowania ZZ, też miała operacyjnie pobieraną masę z środpiersia, ale pobierano Jej wtedy wyłącznie próbki do histopatu.
Po diagnozie, standardowo przeszła ABVD, radioterapię, DHAP. Wszystko to nie dawało pełnej remisji.
Do autoprzeszczepu przystąpiono więc z dwoma czynnymi ogniskami w płucu, sądząc, że BEAM "pozamiata komórki ZZ".
Niestety po autoprzeszczepie jedno ognisko uparcie nadal było aktywne, dokładnie w tym samym miejscu. Wtedy lekarze zdecydowli się powtórnie otworzyć klatkę piersiową, ale tym razem w celu usunięcia tego ogniska. Podczas operacji, która trwała 6 godzin,usunięto Jej jeden płat lewego płuca, w którym siedziała aktywna ZZ i całą masę zwłókniałych pozostałości. Liczono, że może w ten sposób uda się zatrzymać chorobę.
Operujący docent wyjaśnił mi też, że cały pierwotny guz w śródpiersiu (ok.5x7 cm), napewno "wyszedł" z węzłów chłonnych śródpiersia, ale umiejscowił się potem w płucu.
Generalnie nie stosuje się zabiegów chirurgicznych jako metody leczenia z różnych powodów, bo przede wszystkim zakłada się, że chemioterapia i radio zadziałają.
Ale wiem też, że niektórzy lekarzy podejmuja taką metodę leczenia, gdy zastosowane pierwsze chemioterapie wogóle nie przynoszą rezultatu, a zmian guzowych jest dużo. Osobiście znam kobietę, z którą właśnie tak postąpiono. Usunięto jej guza z śródpiersia, wycięto część oskrzeli, tchawicy i po tym zastosowano inną mocniejszą chemioterapię. Jej leczenie trwało rok czasu, a obecnie jest już dwa lata w remisji.
Ale taka operacja to potężne wywanie dla pacjenta i lekarza.
Zapytacie co dała nam ta operacja? Ano niewiele:-(
Być może dlatego, że przez cztery miesiące po operacji nie zastosowano żadnej np. chemioterapii, czy czegoś wspomagającego organizm?
Organizm sam sobie nie poradził i nastąpiła wznowa.
Reasumując myślę, że zabiegi chirurgiczne nie są jednak traktowane jako metoda leczenia ZZ, lecz jako leczenie wspomagające. Ale być może, lepiej byłoby na początku choroby usunąć potężnego guza, a potem "dobijać" komórki nowotworowe chemioterapią czy radioterapią?
Ale to lekarze leczą i oni wiedzą lepiej od nas amatorów medycyny, co w danej chwili będzie lepsze dla pacjenta. Tak myślę i staram sie nie zadawać sobie pytań, co by było gdyby, bo wiem, że trzeba iść tylko do przodu !
Alem się rozpisała :-)
Jeśli ktoś dotrwał do końca, to dziękuję za uwagę:-) i pozdrawiam !
ładnie napisałaś :)
to pieknie podsumowuje watek i rozwiewa watpliwosci. chirurgie stosuje sie niezwykle rzadko i zapewne nigdy jako samodzielna forme leczenia. co raczej zostalo napisane tutaj, byc moze trzeba byloby to rozszerzyc: http://www.ziarnica.pl/index.php?tekst=zz_chirurgia
zdrowka!