Ziarnica.pl
← Wróć do działu Ogólne
Ogólne

Bliscy - kilka subiektywnych rad

Autor: Piotr • 11.05.2005 01:08 • 29 odpowiedzi

akpa

14.12.2009 15:15

Odpowiedz

O 21:54, dnia 2008-09-04 rydzadam napisał(-a):

A ja Wam powiem, że 90% z tego tekstu ma sens i sprawdzało się w naszym przypadku. Szkoda, że wcześniej, przed chorobą żony, wielu rzeczy nie wiedziałem w zakresie kontaktów z nieuleczalnie chorym. Jednak w trakcie można się wiele nauczyć. Ważne, żeby na każdym kroku zrozumieć zachowanie chorego, zwłaszcza jego przygnębienie, niechęć do rozmów, kontaktów z ludźmi, nieodbierania telefonów, itp. Czasami tak jest i najczęściej przechodzi po godzinie, czy dopiero - paru dniach. Ważne, żeby dużo rozmawiać, jeśli chory tego potrzebuje, przytulać, masować plecy, i takie tam rzeczy, nawet zdecydowanie bardziej "intymne" i spontaniczne, jeśli wiecie o co chodzi :), jeśli tylko chory ma na to ochotę i to bez względu na jego/jej stan zdrowia i siły. Doceni to i poczuje się lepiej. Gwarantuję. Najtrudniejsze i najbardziej traumatyczne jest jednak to, co niestety może nastąpić - zachowanie się w ostatnich dniach życia chorego, kiedy szanse na jego przeżycie są minimalne. Na to już nie ma mądrych, kiedy przyjdzie się pogodzić ze śmiercią bliskiego. Ja w końcu wymiękłem i po ostatnim wyniku PET (baaaaardzo nieciekawym) pierwszy raz poryczałem się przy żonie. Wcześniej zawsze się powstrzymywałem. Takie zachowanie nie służy dobrze choremu. Nie należy się przy nim moim zdaniem rozklejać, bo świadczy to o braku naszej nadziei na wyleczenie, czy poprawę stanu zdrowia.

To tyle. Jakby ktoś miał pytania - nie krępować się :).

Mój mąż ma już trzeci nawrót zz. Jutro drugi autoprzeszczep. Pierwszy przeszedł bardzo źle - zapalenie błon śluzowych IV stopnia. Gdyby nie moja praktycznie 24 godzinna obecność przy nim nie wiem czy by z tego wyszedł. Cierpiał okropnie, ja z nim. Różnica miedzy nami jest taka, ze on prawie nic z tego okresu nie pamięta a ja wszystko, każdy wzrost temperatury, każdy dzwonek po pielęgniarki. Te ostatnie tez można podzielić na dwie grupy, jedne myślały, że to koniec, inne były zniecierpliwione "brakiem współpracy ze strony chorego". Lekarze zdziwieni - przecież "mąż tak dobrze wcześnie znosił chemię". I ja z tym wszystkim - z chorym mężem, którego kocham ponad życie ale, który chce mieć tylko "święty spokój" a j "truję" czyli próbuje wmusić odrobinę np.kisielku; ja i telefony od rodziny, która czeka tylko na słowa "owszem było źle, ale już jest lepiej"; ja i telefony, których nie ma - "nie dzwonimy, bo się boimy tego co nam powiesz". Tylko znajomi, do których jeździłam wziąć prysznic i czasem zdrzemnąć się jakieś dwie godzinki powiedzieli, ze w sumie to nie wiedzą kto ma gorzej ja czy mój mąż. Płakałam, pewnie ze płakałam ale tak, żeby mój mąż tego nie widział. Wtedy. Tym razem nie jest tak pięknie.Płakałam pod pocztą, jak odebraliśmy wyniki PET. Płakałam u lekarza w gabinecie. Nie chciałam, łzy same leciały. Wstyd mi teraz. Mój mąż mnie pocieszał, zamiast ja jego. Ale to, że okazałam strach uświadomiło mojemu mężowi, że go rozumiem, że wiem co go czeka.

Aha, poprzednim razem w jakimś przepływie świadomości narysował mi palcem w powietrzu serce, zrozumiałam wtedy, ze muszę być przy nim, że warto, nawet jeśli czasem moja obecność wydaje się dla niego uciążliwa. Kiedy wyszedł z choroby bardzo często powtarzał mi, że dał radę dzięki mojej obecności. Postanowiłam, że teraz też będę przy nim, ale nie mogę - "zakaz odwiedzin- wirus A/H1N1". Nie wiem czy do świąt Bożego Narodzenia otworzą szpital. A jak się nie uda... nawet się nie pożegnałam...

hetspijt

22.03.2011 13:29

Odpowiedz
Jakikolwiek poradnik jest dobry. To jest tak wielki szok dla rodziny/bliskich/przyjaciół, że każdą pomoc przyjmą z "radością". A szczególnie od Nas - chorych.

Nikt, kto nagle spotyka się z chorobą nie ma gotowego przewodnika po niej. Więc nawet subiektywny przewodnik jest lepszy niż żaden. Każda rada, pomoc od tych już "doświadczonych" była bardzo cenna.

Myśle, że taka zbiorowa praca, bez komentarzy: "a właśnie nie!", "kompletnie inaczej!", byłaby bardzo cenna! Tu nie potrzeba naukowo-stylistycznej analizy prawny bezwzględnej - tu potrzeba wsparcia!

Pamiętam ten dzień, kiedy pierwszy raz w życiu wszedłem na oddział onkologiczny pełen "łysych". Obrażony i obużony, że to musi być jakaś kosmiczna pomyłka, ja tu nie należe... (...)

Miesiąc później już wszyscy znaliśmy swoje historie i lokalne plotki. Po ośmiu tygodniach wyszedłem i znów poczułem się obco. Jakiś świat dziwnych ludzi, dla których problemem był kolor butów! A ja znów mogłem chodzić w czymkolwiek! Wtedy pomyślałem - i kto tu jest chory?

Jak trzeźwy pijanego, tak zdrowy chorego nigdy nie zrozumie. I odwrotnie... Brakuje wsparcia tym PRZED od tych co już PO.

piter1151

30.04.2011 07:03

Odpowiedz

Osobiście uważam,że wygrana z ziarnicą zależy od woli przetrwania i chęci do życia. Pragnienie życia jest najważniejsze. Jakiekolwiek poradniki mijają się z celem,gdyż każdy z nas żyje w innym otoczeniu i inne ma doświadczenia życiowe.Ludzie silna wola i chęć życia-to jest najważniejsze.

słonko

16.06.2011 11:26

Odpowiedz

O 03:08, dnia 2005-05-11 Piotr napisał(-a):

[Proszę ten tekst potraktować, jako subiektywną próbę stworzenia podwalin poradnika dla bliskich. Pisałem to wszystko tylko i wyłącznie podstawie własnych doświadczeń z moją chorą dziewczyną Agnieszką i kilku rozmów z chorymi i ich bliskimi - starałem się, żeby było to jak najbardziej uniwersalne. Serdecznie proszę o surową krytykę, uwagi i przede wszystkim o kontynuację, może uda się z tego stworzyć coś pomocnego.]

- Postępowanie chorego jest z reguły nielogiczne i nieobliczalne, możesz je odbierać jako skrajnie egoistyczne i niesprawiedliwe. Nie oczekuj "normalnych" reakcji na Twoje starania, zachowań, do których jesteś u bliskiej sobie osoby przyzwyczajony. W trakcie leczenia nic nie jest "normalne". Częściej, niż z podziękowaniami, spotkasz się z zarzutami, którę będą Cię ranić i zniechęcać. Takie zachowanie chorego może wynikać z lęku, strachu przed odrzuceniem - chory woli Cię raczej sam zniechęcić do siebie, niż odczuć Twoje zmęczenie i znużenie jego chorobą.

- Nie pozwól choremu na zerwanie kontaktów z przyjaciółmi i otoczeniem. Jeśli dobrze znosi leczenie - niech pracuje, jeśli to niemożliwe - niech dorabia, czyta, rysuje, uczy się grać w szachy, niech robi cokolwiek. Staraj się zapewnić choremu jak najbardziej dla niego normalny tryb życia. Jeśli chory zamyka się w sobie - namawiaj raczej do prowadzenia dziennika, niż wymuszaj rozmowę.

- Chory zwykle nie oczekuje od Ciebie zrozumienia ani popisywania się fachową wiedzą - chce raczej, żebyś go wysłuchał, czasem przytulił. Potrzebuje przede wszystkim wsparcia i nienachalnej akceptacji.

- Bardzo często chory przestaje akceptować swoje ciało - może unikać twojego dotyku. Przełamuj opór, dotykaj. Nie unikaj seksu, nie zwracaj uwagi na blizny. To dla chorego niesamowicie ważna sprawa.

- Nie "zarażaj" się chorobą, nie staraj się być empatyczny, chory szybko wyczuwa fałsz takiego zachowania i oddala się od Ciebie. Nie manifestuj własnych emocji. Nigdy nie pozwól na to, żeby chory odczuł Twoją obecność, jako obciążenie.

- Nie unikaj rozmów na tematy ostateczne, ale też nie pozwalaj choremu na zbyt częste roztrząsanie tych tematów. Dbaj o to, by chory nie popadł w różne obsesje. Słuchaj uważnie uwag lekarzy, powtarzaj je choremu własnymi słowami. Pamiętaj reakcje chorego i powołuj się na nie. Jeśli chory popada w religijną, irracjonalną dewocję, poszukaj duchownych , którzy specjalizują się w rozmowach z chorymi (z reguły należących do zakonów). Inaczej w razie niepowodzeń w leczeniu chory może przeżyć głebokie załamanie wiary, które go mocno pognębi.

- Nie pozwól sobie wejść na głowę, nie dopuść do sytuacji, w której chory Ci rozkazuje. Staraj się zachować równowagę, spełniaj oczywiste prośby, a nie każdą zachciankę. Jeśli chory każe Ci iść o północy po czekoladę do sklepu, grzecznie odmów, a przy najbliższej okazji kup czekoladę nieproszony.

- Choroba bliskiej osoby jest dla Ciebie szalonym wyzwaniem, nie zapomnij o sobie - dbaj o wsparcie ze strony najbliższych, wypróbowanych przyjaciół lub rodziny. Ale też pamiętaj - rozmowa z ludźmi, którz nie zetknęli się z chorobą nowotworową, może być dla nich przytłaczająca - nie oczekuj bezwarunkowego zrozumienia. Ludzie, którzy sami przeżyli chorobę, bądź dotknęła ona ich bliskich, mogą zwyczajnie nie chcieć wracać do bolesnych wspomnień. Nie czuj się odrzucony z tego powodu. Nie zrywaj kontaktu z bliskimi.

- Staraj się utrzymywać kontakt z lekarzem prowadzącym, ale nie namawiaj go do przekazywania informacji za plecami chorego. Powinniście słyszeć od lekarza to samo. Jeśli lekarz mówi Ci więcej, niż choremu - nie jest to dobry lekarz. Chory bardzo szybko, intuicyjnie wyczuwa, że wiesz więcej od niego i to budzi w nim szalony niepokój.

- Nie pozwól, żeby chory odciął Cię od procesu leczenia, to reakcja obronna - bliska Ci osoba nie chce, żebyś oglądał ją "w takim stanie". Przynajmniej raz na jakiś czas towarzysz choremu w trakcie chemioterapii czy naświetlań - jeśli protestuje uzgodnijcie jakiś kompromis.

- W trakcie rozmów nie unikaj słowa "rak", jeśli nowotwór medycznie nie jest rakiem. Tworzysz w ten sposób tabu, które prędzej czy później boleśnie dla chorego naruszy niezbyt delikatny lekarz. Najlepiej używaj słów "nowotwór" i "rak" naprzemiennie, zastrzegając, że "rak" jest pojęciem umownym.

- W trakcie wizyty w szpitalu zachowuj się delikatnie, chorzy w sali mogą zachowywać się i wyglądać bardzo dziwnie lub odpychająco. Nie zwracaj uwagi na odgłosy a zwłaszcza na zapachy. Jeśli urazisz jakiegoś chorego swoją uwagą, boleśnie zranisz też osobę, którą się opiekujesz, ona też jest chora "na to samo".

- Uważaj na rodzinę chorego - może ona stanowić wielki problem. Rodzina rzadko zachowuje rozsądny dystans, co może być dla chorego wielkim i niepotrzebnym obciążeniem. Nie bój się wkraczać i rozmawiać z rodziną o wszystkim - uświadamiaj im, że chory niekoniecznie musi co tydzień wysłuchiwać, że jest "ukochanym dzieckiem, które umiera". Jeśli jest taka potrzeba, ustal z krewnymi, kto rozmawia z lekarzami. Rodzina bywa nieoceniona przy załatwianiu różnych spraw związanych z leczeniem, pracą, postaraj się, żeby krewni chorego nie byli bezczynni.

Czytam ten poradnik i tak sobie myślę, że pewnie my - osoby bliskie ziarniakom mamy podobne doświadczenia w przeżywaniu choroby. Zgadzam się z tym, że rodzina może pomóc, ale może też bardzo zaszkodzić. Przede wszystkim - nie wolno płakać przy chorym, narzekać i marudzić, zadawać pytania w stylu: "jak się czujesz", bo takie pytanie usłyszane kilka razy dziennie może dobić. Mój mąż nie chciał, abym odwiedzała go w szpitalu, nie chciał widzieć jak się martwię, ogólnie męczyła go obecność innych ludzi. Ale nie dałam za wygraną, nie pozwoliłam, aby został sam. Początkowo jeździliśmy na na kuracje jednodniowe, później kilkutygodniowe wizyty, teraz - przygotowanie do przeszczepu. Kiedy jest źle warto rozmawiać o rzeczach, które cieszą naszego bliskiego- o jego pasjach, książkach, o tym czy ryby biorą....Kiedy nie ma ochoty rozmawiać - zostawiam go samego i idę na kawę do baru- aby wiedział, że nie chcę się narzucać, ale jestem blisko i mogę być w każdej chwili, czasami warto też pomilczeć razem.

Jeśli chodzi o znajomych to zazwyczaj oni sami się oddalają, nie chcą słuchać o chorobie, problemach,o śmierci. Zazwyczaj problem rozwiązuje się sam - zostają tylko Ci prawdziwi.

Przyznaję, że chora osoba jest często nieznośna, czasami apatyczna, czasami złośliwa, agresywna, miewa zachcianki, które ciężko zaspokoić. I kiedy czasami mam dość to sobie myślę - czy ja byłabym lepsza, milsza? Czasem się śmiejemy, że to dzięki ziarnicy mój mężczyzna wie jak czuje się kobieta podczas okresu...Zachcianki spełniam w miarę możliwości, bo kiedy wiem, że przez 3 dni nie ma apetytu i nagle dzwoni, że ma akurat na coś ochotę, zostawiam wszystko i zawożę co trzeba. W domu funkcjonujemy jednak normalnie- nigdy nie dałam mu odczuć, iż uważam, że jest chory - robi wszystko to, co do tej pory.

I myślę, że warto myśleć o przyszłości, stawiać sobie nietrudne cele, bo to właśnie daje motywację do walki i chęć życia.

Jakikolwiek poradnik nie powstanie (a jestem za)nie dla każdego się sprawdzi, każda sytuacja choć podobna, to jest jednak inna, ilekolwiek informacji bym nie przeczytała i tak nie jest mi łatwo patrzeć jak najbliższa mi osoba cierpi.

I jeszcze jedno - nie czytać statystyk, raportów, internetowych bzdur na temat choroby. Cieszyć się z każdego dnia i wierzyć, że choroba jest próbą i jeśli ją pokonamy, jesteśmy w stanie zrobić wszystko.

UFtBudqKwMh

29.12.2012 02:10

Odpowiedz

Wojciech Kłosowski pisze:O energii lepeij pisać precyzyjnie. Waty i kilowaty są jednostkami MOCY a nie energii. Co do meritum: zasada zachowania energii obowiązuje nadal i nie może jej odwołać ani Towarzystwo Sceptykf3w, ani Towarzystwo Bezkrytycznych Entuzjastf3w: NIE JEST i NIE BĘDZIE możliwe wyprodukowanie większej porcji energii z mniejszej (lub jej rf3wnoważnika w postaci masy). Zimna fuzja jest od lat obiecywanym cudownym źrf3dłem energii. Pamiętamy przynajmniej kilkanaście głośnych pokazf3w, ktf3re kończyły się na ogf3ł przeprosinami, a w trzech przypadkach procesami o zaplanowane oszustwo. Tak więc poczekajmy spokojnie, z ktf3rym przypadkiem zimnej fuzji mamy do czynienia tym razem. Osobiście myślę, że z zimną fuzją sponsorowaną ;)))

inolek1

28.02.2014 22:18

Odpowiedz

O 21:22, dnia 2009-06-17 emi napisał(-a):

"A tak poza tym to cieszę się, że jestem chorą, a nie dziewczyną/ siostrą/ dzieckiem chorego - nie chciałabym być na ich miejscu - ciąży na bliskich strach o nas, poczucie bezradności ale i odpowiedzialności za kochaną osobę oraz własne zachowanie - jak pomagać i nie szkodzić "- tak, to prawda jestem matką, której dziecko choruje i moja dusza i ciało "wyje"

i tu sie zgadzam że łatwiej jest chorować niż kochać kogoś kto sie tak męczy. Dla mnie moja ziarnica to pikuś w porównaniu z tym jak sie czułam kiedy 6 lat temu moja mama miała raka jelita grubego. a teraz widzę jak rodzice podupadli na duchu kiedy dowiedzieli sie o mojej chorobie. aż żal...wszystkim bliskim ziarniaków współczuję bardziej niż Wam drogie ziarenka

3DS5gRjT

08.08.2015 08:43

Odpowiedz

OTRO RESENTIDO SOCIAL MAS! Te apuesto a que no vives ni en el corunty ni en la lagunita? Publica la direccion del cerro donde vives, si eres patriota de verdad y seras chavista leal! jajajaj

pierrot

21.08.2015 16:07

Odpowiedz

O 03:08, dnia 2005-05-11 Piotr napisał(-a):

[Proszę ten tekst potraktować, jako subiektywną próbę stworzenia podwalin poradnika dla bliskich. Pisałem to wszystko tylko i wyłącznie podstawie własnych doświadczeń z moją chorą dziewczyną Agnieszką i kilku rozmów z chorymi i ich bliskimi - starałem się, żeby było to jak najbardziej uniwersalne. Serdecznie proszę o surową krytykę, uwagi i przede wszystkim o kontynuację, może uda się z tego stworzyć coś pomocnego.]

- Postępowanie chorego jest z reguły nielogiczne i nieobliczalne, możesz je odbierać jako skrajnie egoistyczne i niesprawiedliwe. Nie oczekuj "normalnych" reakcji na Twoje starania, zachowań, do których jesteś u bliskiej sobie osoby przyzwyczajony. W trakcie leczenia nic nie jest "normalne". Częściej, niż z podziękowaniami, spotkasz się z zarzutami, którę będą Cię ranić i zniechęcać. Takie zachowanie chorego może wynikać z lęku, strachu przed odrzuceniem - chory woli Cię raczej sam zniechęcić do siebie, niż odczuć Twoje zmęczenie i znużenie jego chorobą.

- Nie pozwól choremu na zerwanie kontaktów z przyjaciółmi i otoczeniem. Jeśli dobrze znosi leczenie - niech pracuje, jeśli to niemożliwe - niech dorabia, czyta, rysuje, uczy się grać w szachy, niech robi cokolwiek. Staraj się zapewnić choremu jak najbardziej dla niego normalny tryb życia. Jeśli chory zamyka się w sobie - namawiaj raczej do prowadzenia dziennika, niż wymuszaj rozmowę.

- Chory zwykle nie oczekuje od Ciebie zrozumienia ani popisywania się fachową wiedzą - chce raczej, żebyś go wysłuchał, czasem przytulił. Potrzebuje przede wszystkim wsparcia i nienachalnej akceptacji.

- Bardzo często chory przestaje akceptować swoje ciało - może unikać twojego dotyku. Przełamuj opór, dotykaj. Nie unikaj seksu, nie zwracaj uwagi na blizny. To dla chorego niesamowicie ważna sprawa.

- Nie "zarażaj" się chorobą, nie staraj się być empatyczny, chory szybko wyczuwa fałsz takiego zachowania i oddala się od Ciebie. Nie manifestuj własnych emocji. Nigdy nie pozwól na to, żeby chory odczuł Twoją obecność, jako obciążenie.

- Nie unikaj rozmów na tematy ostateczne, ale też nie pozwalaj choremu na zbyt częste roztrząsanie tych tematów. Dbaj o to, by chory nie popadł w różne obsesje. Słuchaj uważnie uwag lekarzy, powtarzaj je choremu własnymi słowami. Pamiętaj reakcje chorego i powołuj się na nie. Jeśli chory popada w religijną, irracjonalną dewocję, poszukaj duchownych , którzy specjalizują się w rozmowach z chorymi (z reguły należących do zakonów). Inaczej w razie niepowodzeń w leczeniu chory może przeżyć głebokie załamanie wiary, które go mocno pognębi.

- Nie pozwól sobie wejść na głowę, nie dopuść do sytuacji, w której chory Ci rozkazuje. Staraj się zachować równowagę, spełniaj oczywiste prośby, a nie każdą zachciankę. Jeśli chory każe Ci iść o północy po czekoladę do sklepu, grzecznie odmów, a przy najbliższej okazji kup czekoladę nieproszony.

- Choroba bliskiej osoby jest dla Ciebie szalonym wyzwaniem, nie zapomnij o sobie - dbaj o wsparcie ze strony najbliższych, wypróbowanych przyjaciół lub rodziny. Ale też pamiętaj - rozmowa z ludźmi, którz nie zetknęli się z chorobą nowotworową, może być dla nich przytłaczająca - nie oczekuj bezwarunkowego zrozumienia. Ludzie, którzy sami przeżyli chorobę, bądź dotknęła ona ich bliskich, mogą zwyczajnie nie chcieć wracać do bolesnych wspomnień. Nie czuj się odrzucony z tego powodu. Nie zrywaj kontaktu z bliskimi.

- Staraj się utrzymywać kontakt z lekarzem prowadzącym, ale nie namawiaj go do przekazywania informacji za plecami chorego. Powinniście słyszeć od lekarza to samo. Jeśli lekarz mówi Ci więcej, niż choremu - nie jest to dobry lekarz. Chory bardzo szybko, intuicyjnie wyczuwa, że wiesz więcej od niego i to budzi w nim szalony niepokój.

- Nie pozwól, żeby chory odciął Cię od procesu leczenia, to reakcja obronna - bliska Ci osoba nie chce, żebyś oglądał ją "w takim stanie". Przynajmniej raz na jakiś czas towarzysz choremu w trakcie chemioterapii czy naświetlań - jeśli protestuje uzgodnijcie jakiś kompromis.

- W trakcie rozmów nie unikaj słowa "rak", jeśli nowotwór medycznie nie jest rakiem. Tworzysz w ten sposób tabu, które prędzej czy później boleśnie dla chorego naruszy niezbyt delikatny lekarz. Najlepiej używaj słów "nowotwór" i "rak" naprzemiennie, zastrzegając, że "rak" jest pojęciem umownym.

- W trakcie wizyty w szpitalu zachowuj się delikatnie, chorzy w sali mogą zachowywać się i wyglądać bardzo dziwnie lub odpychająco. Nie zwracaj uwagi na odgłosy a zwłaszcza na zapachy. Jeśli urazisz jakiegoś chorego swoją uwagą, boleśnie zranisz też osobę, którą się opiekujesz, ona też jest chora "na to samo".

- Uważaj na rodzinę chorego - może ona stanowić wielki problem. Rodzina rzadko zachowuje rozsądny dystans, co może być dla chorego wielkim i niepotrzebnym obciążeniem. Nie bój się wkraczać i rozmawiać z rodziną o wszystkim - uświadamiaj im, że chory niekoniecznie musi co tydzień wysłuchiwać, że jest "ukochanym dzieckiem, które umiera". Jeśli jest taka potrzeba, ustal z krewnymi, kto rozmawia z lekarzami. Rodzina bywa nieoceniona przy załatwianiu różnych spraw związanych z leczeniem, pracą, postaraj się, żeby krewni chorego nie byli bezczynni.

Witam! Właśnie się zarejestrowałem, mam siostrę chorą na ziarnicę, chociaż ona akurat nie zajmuje się forami tego typu. Woli jeździć konno i grać w gry komputerowe. Co do jej zachowania, to zawsze była histeryczna i roszczeniowa, po leczeniu (chemia, promieniowanie) tylko trochę jej się to nasiliło. Osobiście pomyślałem sobie, że stres i nieprawidłowe podejście do życia sprzyja rozwojowi wszystkich typów nowotworów. Niestety, trudno walczyć z negatywnym myśleniem.

pNrhisWZ

23.11.2015 01:01

Odpowiedz

Heckuva good job. I sure aptrceiape it.

PuTM76Yn6

23.11.2015 03:08

Odpowiedz

Back in school, I'm doing so much lenirang.