Lezac w szpitalu poznaje sie duzo ciekawych ludzi, niekotrzy z nich okazuja sie prawdziwymi oryginalami. Mimo wszystko dochodzi do smiesznych sytuacji. Macie jakies zabawne wydarzenia, ktore was spotkaly? Opowiadajcie :)
Ja przytocze dwie:
Podczas mojego pobytu w szpitalu przywieziono w ciezkim stanie faceta, byl nieprzytomny, mial jakies komplikacje po chemii. Po paru dniach zaczal dochodzic do siebie...Na jednej z wizyt w koncu wypowiedzial pierwsze od dluzszego czasu slowa. Na pytania lekarza jak sie czuje, wzial gleboki wdech i ciezkim glosem powiedzial: "panie doktorze, kiedy na przepustke?" Dodam, ze teraz ten pacjent ma sie swietnie!
Druga historie opowiedziala mi pielegniarka. Otoz goraczkowal pewien dziadek. Lekarz zalecil mu czopek. Po paru godzinach przyszedl sprawdzic czy dziala i pyta dziadka czy cos pomoglo. Na co dziadek:
-No zjadlem tego czopka i nic nie pomaga
Doktor:
-To pan go zjadl?
A dziadek:
-A co? mialem go sobie w d*pe wsadzic?
To nie dowcip, to realna historia :)
Ja miałam na oddziale 3 Panów w dojrzałym wieku z którymi spotykałam sie z okazji wlewek na oddziale.
Pobyty w szpitalu nazywali turnusami wypoczynkowymi:)
jeden z nich był uziemiony bo non stop mial wlew, 2 pozostałych w wolnych chwilach chodziło na tzw rekonesans na oddzial chirurgii onkologicznej bo jak twierdzili... tam przynajmniej baby nie były łyse tylko słabe i możnaby coś zaciągnąć do domu:)
kiedys zaprosili mnie na telewizję do swojego pokoju, poszłam i na pytanie czego sie napije? probowalam przewrotnie odpowiedziec: a co macie?:)
wtedy jeden z Panów otworzył szafkę szpitalną, służacą tymczasowo za stolik pod telewizor i pokazał mi "baterię".
Powiem tylko tyle, do dziś nie mam w barku takiego zaopatrzenia:) i według ich zasady: kto nie pije ten nie zyje, o ile dobrze wiem wszyscy mają sie bardzo dobrze:)))
a na deser serwowali sok z kiszonej kapusty o wdzięcznej nazwie "kacyk".
moze to niepoprawne politycznie, ale to własnie dzieki ich podejściu udało mi sie przejść chemię bez histerii...
pozdr.m