on-line: 11 gości: 11 użytkowników: 0
dzisiaj: 198 ogółem: 1844717 licznik od: 9.02.2006 |
| | autor: Smutna73, GG:6140044 | 2009-06-26 22:00 | Juz wkrotce bedzie rok po moim drugim przeszczepie.Czas leci jak oszalaly.Moze dlatego ze zapisalam sie do szkoly ? Czasami mam takie dni ze moglabym przenosic gory ale czesciej miewam te gorsze dni.Przede wszystkim jestem bardzo nerwowa.Okreslalam sie cholerykiem wczesniej ale tak naprawde w porownaniu ze stanem terazniejszym - bylam aniolkiem.Czy Wy rowniez macie takie problemy? Mozliwe ze powinnam brac jakies leki na uspokojenie ale od nich nie chce sie uzalezniac.Zmiennosc nastrojow...qrde chyba juz sama mnie to wkurza... Po pierwszym przeszczepie nie myslalam o chorobie teraz tylko cos mnie strzyknie zaraz wlacza mi sie alarm. Ogolnie nie jest zle...jak to ktos mi powiedzial ze mam sie cieszyc ze w ogole zyje , bo tyle ludzi tu umiera...( tu to niby w tym szpitalu w ktorym sie lecze )Do dzisiaj jak sobie pomysle o tym lekarzyku z Bozej laski to mnie telepie.Pocieszyl mnie zarabiscie( nie wiem czy Wam o tym wspominalam? ) Ten pan to Polak i w dodatku dosc arogancki ....Mniejsza z tym...Poki co borykam sie z zapaleniem gornej czesci zoladka i mam czesto problemy jelitowe.Czy to kiedys minie? Oczywiscie wiekszosc ziarniakow chudnie a ja odwotnie...Czasami wlasnie przez te niby drobne wydawaloby sie rzeczy lapie dolka. Poki co szkole sie zeby tyle nie myslec...ale potem co? Potem bede musiala znowu wymyslec cos innego... Pozdrowionka dla Was | | komentarzy: 2, dodaj komentarz |
| autor: Smutna73, GG:6140044 | 2009-01-09 23:03 | Pol roku mam za soba.Pol roku po przeszczepie...Za pierwszym razem po 6 miesiacach juz czulam sie calkiem dobrze a teraz...Teraz jeszcze dalej nic nie jest pewne.Jak nie zoladek to znowu jelita mi szwankuja, chyba po prawie juz 6 letniej walce nerwy daja sie we znaki.15.01 tomografia...Poki co nie mysle nawet o tym ze moze cos byc nie tak.Nie ma we mnie strachu i chyba dobrze...bynajmniej poki co.To juz w czwartek i najbardziej mnie przeraza mysl o tym wstretnym kontrascie ktorego pewnie znowu dadza mi z 2 litry.Powinnam juz w nocy chyba od tego wszystkiego sama swiecic hehe.W kazdym badz razie 2008 rok mam za soba i wszystko od poczatku mi mowilo ze ten rok dla mnie bedzie lepszy.W koncu my kobiety mamy ta intuicje...hmm i oby mnie nie zawiodla.Wprawdzie znowu smarkam i kaszle ale coz ta moja odpornosc jeszcze musi z poltora roku poczekac... 13.2.minie 6 lat jak zapoznalam sie z ziarnica...6 lat walki i niepewnosci... Juz chyba zapomnialam co to znaczy byc zdrowym...Czasami przygladam sie kobietom, dziewczynom tym z dlugimi wlosami .Gdzies tam w srodku czasem czuje zal- glupie to jest ale czasem przychodzi.Powiem szczerze ze czasem widze jak dorosle kobiety zachowuja sie jak typowe barbie.Nie potrafia docenic tego co maja i wymyslaja takie problemy ze mam ochote otwarcie na glos powiedziec jakie sa glupie.Moze ja kiedy bylam calkiem zdrowa tez tak sie zachowywalam? Moze to wlasnie zz mnie zmienila i zmienila moj poglad na swiat? Hmm chyba jednak nie bylam nigdy samoluna osoba.Zawsze ciaglo mnie do ludzi...choc czesto okazywali sie pseudo przyjaciolmi to jednak naiwnie otwieralam sie przed nimi.Jedno jest pewne ze teraz bardziej stronie od ludzi z jakiegos powodu...Moze to jest bledem ? Nie wiem...
Pozdrowionka ziarniaki...I mimo wszystko trzymajcie kciuki 15... | | komentarzy: 3, dodaj komentarz |
| autor: Smutna73, GG:6140044 | 2008-12-19 09:26 | ......._/|_ . .....>,"< ......................._/|_ ......................>,\"<
WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA ORAZ SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2009 ROKU !:**** ♥¸.¸♥*´¨`*• .¸ ♥$$$$$$$$ $$$$$$$$$$$$ $$$$$$$$$$$$$$$$ $$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$ $$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$ ._$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$____$$ .___$$$$$$$$$$$$$$$________$$ ____$$$$$$$$$$$$________$$ ______$$$$$$$$__________$$ ______$$$$$$__#♥#♥____$$ ______$$$$$$__##♥#__$$ ________$$________$$ ________$$____$$$$ ________$$$$$$
......................._/|_ ......................>,\"< ......._/|_ . .....>,"< Każdego dnia, nie tylko od święta, niech każdy pamięta, że mikołajem może być każdy z nas. Dla wszystkich zielonej choinki, pysznej, pachnącej szynki, masę prezentów, szczęścia moc, niech dla wszystkich będzie wystrzałowa noworoczna, sylwestrowa noc... Zdrowych przede wszystkim i wesolych swiat ziarniaki Wam zycze i Szczesliwego Nowego Roku aby byl dla nas lepszy niz poprzednie.Buziaki.Pa | | komentarzy: 1, dodaj komentarz |
| autor: Smutna73, GG:6140044 | 2008-11-21 20:49 | ANULA to napewno do Ciebie kierowane sa te slowa...Kciuki niestety chyba sa potrzebne caly czas.4 miesiace przeszlo po przeszczepie a ja wpadam w dolek ale raczej na podlozu psychicznym.Mysle ze to pogoda ma na to duzy wplyw ale czasem wstaje i juz mnie wszystko wnerwia.Chyba warto bylo udac sie do psychologa tak jak zamierzalam.Stres to najgorsze co moze byc w naszym przypadku...Czy ta zmiennosc nastrojow kiedys sie skonczy? Cholewa przeciez w ciazy taka nawet nie bylam jak teraz.Jednego dnia czlowiek by gory przenosil tylko po to zeby drugiego dnia ubolewac jak mi jest zle , jak aura za oknem i jakie wszystko jest zle. Powod? Sama nie wiem ale siada mi zoladek od tych prochow.Nie pomagaja zadne oslony.Sniadanko 19 tabletek ...wole nie przeliczac bo mi wszystko rosnie.I do tego chyba czeka mnie w krotce zabieg kamieni w woreczku ( mysle ze to ten powod bolu juz od 2 czy 3 tygodni).Czekam juz na rok 2009 i niech sie konczy ten cholerny przestepny bo chyba takiego jeszcze roku jak tego nie mialam ,jesli chodzi o zdrowie...A do konca jeszcze troche jest wrrr. Minelo 4 miesiace a oprocz badan z krwi zadnych innych nie mialam.Wnerwia mnie to bo po 100 dniach miala byc robiona tomografia i mial byc pobrany szpik do badania.Fakt nie cierpie tego bo stracilam rachube w tym ile razy wyskrobano mi z mojej kosci czastke i ciagle z jednego miejsca a to za kazdym razem boli coraz bardziej brr...Ale to juz jakas wiadomosc i miejmy nadzieje ze pozytywna.Dobrze ze chociaz mam grono przyjaciol do ktorych zawsze idzie zadzwonic pogadac i jakos jest lzej.Fajnie ze sa tacy ludzie ktorzy w jakis sposob nas wspieraja...Mimo tej pluchy za oknami zycze Wam ziarniaki pozytywnego nastawienia i wiele wesolych chwil w nadchodzacym weekendzie.Buziaki.Pa | | komentarzy: 1, dodaj komentarz |
| autor: Smutna73, GG:6140044 | 2008-10-19 01:27 | Kiedy ja tu ostatnio zagladalam? Stracialm rachube dni bo dla mnie kolejny oznacza lepszy.Dokladnie 8 mialam przeszczep i dokladnie trzy miesiace potem wyladowalam w szpitalu z temp.39.5°.Zaczelo sie od jakiejs wysypki .Pojechalam na pogotowie ale oczywiscie w naszych przypadkach wszystkiego sie boja.Spedzilam tam pol nocy w koncu wrocilam do domu a na drugi dzien bylo gorzej.I co robic skoro dlugi weekend i jakos nie bardzo w tym kraju sie kwapia do pracy.W koncu w poniedzialek do onkologa tu na miejsce zajechalam ale tez dal mi cos od swedzenia a niewiele mi to pomagalo wiec udalalm sie do tych najwazniejszych.No i zaczela sie temperatura juz dosc wysoka a ja musialam wracac ze wzgledu na dzieci i kombinowac co teraz z nimi zrobic zeby nazajutrz wstawic sie do szpitala.Na szczescie mam na kogo liczyc wiec z czystym sumieniem rano doslownie doczolgalam sie na oddzial onkologiczny.Opatulona w koc, gruba bluze i bezrekawnik .na szczescie szybko wrzucono mnie do lozka i przykryto dwoma koldrami.Po podaniu antybiotyku goraczka minela tego samego dnia ( fakt ciagle mi tam cos sciekalo w zyly).Ale wrocilam i juz nie wygladam jak plamiatek.Jej sama na siebie nie moglam patrzec.Twarz mi doslownie napuchla.Rzekomo dobrze ze nastapil taki skutek po przeszczepie bo to swiadczy o pozytywnej rownowadze po tym wszystkim...Juz nie mysle co bedzie potem.W kazdym badz razie znowu troche odpoczelam poza planowo.I byle dni do przodu uplywaly ...hmmm pierwszy raz w zyciu chce byc starsza a nie mlodsza...i dalej jestem soba...zyje normalnie ,wrocilam do obowiazkow a pierwszy dzien po szpitalu spedzilam na prasowanku.Troche sie tego zebralo...I tak naprawde nie uzalanie sie nad soba tylko ta ochota na wszystko pozwala mi na normalne zycie...I to moja dewiza - mam nadzieje ze okaze sie skuteczna...W koncu zyje!!!Pozdrowienia dla Was ziarniaki...Cmok ANKA powalilas mnie Nie wiedzialam ze nas czytasz !Dzieki... za to ze sa ludzie ktorzy nas nie znaja a jednak pomagaja czesto sami o tym nie wiedzac...Buzial! | | komentarzy: 2, dodaj komentarz |
| autor: Smutna73, GG:6140044 | 2008-09-12 18:06 | Za mna kolejna wizyta u profesora...Powiem szczerze ze chyba na poczatku lepiej sie czulam niz teraz.No wiem powinnam zwolnic tempo ale nie moge.Obowiazki sa obowiazkami a rodziny tu zadnej nie mam...Mam dosc tych wszystkich tabletek .Przy jednych Ciclosporinie ( nie wiem czy taka nazwa figuruje rowniez w Polsce- tabl.na krew) juz przy otwieraniu ich mnie dzwiga.Jak one smierdza a niestety poki co do konca pazdziernika musze wszystkie brac.I tak temu towarzyszy bol glowy, zoladka , dosc wysokie cisnienie i chyba juz na tle nerwowym boli mnie w klatce czasami.To juz chyba nerwica daje sie we znaki po tych latach z ziarnica.I chyba po przeszczepie najbardziej ucierpiala moja trzustka- dalej utrzymuje mi sie cukier wiec chyba juz tak zostanie.Poki co tabletki a nie insulina ale juz okreslenie jako typ 2.Coz chyba do konca mi dane beda klucia.Ostatnio puchna mi nogi ale to moze byc i od cukru i od lekarstw wiec dopiero po pelnych 100 dniach moga zajsc jakies zmiany.Czy wszystkie lekarstwa pojda w odstawke? Wole nie pytac nawet poki co.W kazdym razie byle do przodu.Dzisiaj przylapalam soe ze czekam juz na swieta a przeciez od smierci taty ich nie znosze...to chyba konca 2008 roku tak wygladam.Niech juz sie skonczy...Od poczatku byl dla mnie kiepski... Pozdrowionka ziarniaki i milego weekendu Wam zycze.Cmok | | komentarzy: 0, dodaj komentarz |
| autor: Smutna73, GG:6140044 | 2008-08-15 16:59 | Dlugo sie nie odzywalam ale wlasciwie poki co miewam sie nie najgorzej.Stracilam rachube ale to chyba juz 38 dzien po przeszczepie...Wyszlam z takim optymistycznym nastawieniem a teraz gdzies to ulecialo ze mnie.Chyba dlatego , ze dzieci sa u babci a ja sama tak naprawde nie mam co z soba poczac.Fakt raz w tygodniu kontrola w Hamburgu i tu naprawde irytacji idzie dostac czasem.Ostatnio siedzialam i czekalam tylko na pobranie krwi 4 godziny.To jest nienormalne biorac pod uwage , ze zaraz zacznie sie szkola i jak dalej mi beda robic takie terminy to mnie rozniesie chyba.Rozumie czekac godzine ale nie tyle.Przeciez nie dam dzieciom klucza na szyje i powiem zeby szly 1.5 km same do domu...To sa wlasnie uroki mieszkania zza granica jak sie nie ma zadnej rodziny.Musze jakos wynegocjowac raz w miesiacu Hamburg a cotygodniowe pobrania krwi w miejscowym szpitalu u mojego onkologa.Przeciez lekarz ten prowadzi mnie od poczatku i zna moja historie choroby ( do tej pory sie kontaktowali ze soba to niech to dalej robia).Czy to sie w koncu kiedys skonczy? Wiecznie czlowiek ma jakies stresy ...W kazdym badz razie potrzebuje wypoczynku po tym wszystkim.Jutro w koncu wyjazd nad morze.Nie jest to daleko na szczescie bo musze we wtorek znowu zaliczyc Hamburg i miejmy nadzieje ze do konca urlopu mi dadza spokoj ( chociaz tego nie jestem taka pewna).Najwazniejsze ze w koncu troche czasu pobedziemy z moim skarbem.Chyba po tych przejsciach ostatnich odpoczynek nam dobrze zrobi i podladujemy akumulatory troche. Czytalam co Iwulka pisala do Cypiska...jej nawet nie macie pojecia jacy potrafia byc ludzie.Sama niedawno z kolezanka wybralam sie na male zakupy i zagladali na mnie jak na przybysza z kosmosu bo przeciez chodze w masce.W dodatku spotkalam pewnych polakow , ktorych na szczescie osobiscie nie znam ale laska zachowala sie jak polglowek rzucajac drwiacy usmieszek.Ludzie potrafia byc naprawde zenujacy do czasu kiedy jakies nieszczescie nie spada na nich.Zreszta wlasciwie mam to gdzies i niech zagladaja bo to swiadczy niestety o nich samych.I ostatnio jakas powalona laska napisala mi na n-k komentarz- szczesliwego nowego roku, moze przezyjesz.Czasami czlowiek mysli ze juz go nic nie zaskoczy a jednak bardzo sie myli.Najpierw wpisala mi tkliwe komentarze a po paru dniach taki tekst.Moze miala cos z glowa bo gdy moja kuzynka chciala zobaczyc kto mi walnal takim tekstem ta ja zasypala 3 wiadomosciami...typu 1. dlaczego mnie tak nienawidzicie,2. i Ty tez , co ja Ci zrobilam, 3.cos o chorej grze...Przypuszczalnie wszyscy ktorzy codziennie mi sie wpisuja z ciekawosci zajrzeli do niej zobaczyc co ta za jedna.Zreszta sama sie laska prosila o cos takiego.Dla mnie to jest...brak mi slowa bo najgorszemu wrogowi nie zyczylabym nawet tego co ja przeszlam a ta mi tu taki text wywala , mimo ze laski wcale nie znalam.Przypaletala sie sama do mnie a potem licho wie o co jej chodzilo.I nastepna Polka mieszkajaca w Niemczech. Czy tu juz wszystkim odwala? Bo jesli tak to w koncu chyba za 100 lat nie poczuje sie tu i siebie jak w domu...Na szczescie znam pare i normalnych osob hehe. Znowu sie tu rozpisalam o wszystkim i niczym ...w kazdym badz razie drogie ziarniaki trzymajcie sie cieplutko...i do znowu po wakacjach.Cmok | | komentarzy: 1, dodaj komentarz |
| autor: Smutna73, GG:6140044 | 2008-08-02 14:47 | 25 dzien po przeszczepie i nadal czuje sie dobrze...Jej jak rozni sie ten przeszczep od poprzedniego.W poniedzialek bylam na kontroli.Wyniki mam dobre wiec zamiast dwa razy w tygodniu musze tam zjawiac sie raz na tydzien.W domu zrobilam wszystko to co zaplanowalam i jedyna oznaka oslabienia to taka ze czasem trzesa mi sie z wysilku rece...i tyle...Nic kompletnie zadnych zlych oznak przeszczepu.I wlasciwie z mila checia pognalabym gdzies przed siebie gdyby nie te upaly i ta maska...normalnie w tym oddychac nie idzie wiec nie przeginam poki co. Czas leci w domu znacznie szybciej niz w szpitalu...to juz znowu 9 dni jak wyszlam na "wolnosc".Mimo wszystko jakos nie chce mi sie siedziec na necie...nie kiedy tak slonko swieci...Zycze Wam wszystkiego dobrego...Cmok | | komentarzy: 2, dodaj komentarz |
| autor: Smutna73, GG:6140044 | 2008-07-26 09:00 | No i jestem w domu.Dostalam tyle wiadomosci od Was na gg ale chyba nie wspomnialam , ze w szpitalu nie mialam gg...Wczoraj szybko poodpisywalam.Moi z samego rana wyjechali wiec obiecalam sobie wszedzie podzwonic i nic...Dostrzeglam po pakowaniu troche rozgardiaszu wiec zaczelam sobie sprzatac...Nawet odmrozilam i umylam sobie lodowke .Wbrew wszystkiemu musze na siebie uwazac ale tez musze normalnie funkcjonowac...Pierwsze sprzatanie zaliczone.Dzien zlecial nie wiem wlasciwie kiedy...to czekalam na apteke , ktora miala mi przywiezc zamowione leki , to rozmawialam troche z moim sercem jak jechali do Polski i w koncu odwiedzily mnie kumpele wiec do 1 czas zlecial szybciutko...Dzisiaj w koncu musze obdzwonic przyjaciol i rodzinke w Polsce...no i pomyslec co ja moge jeszcze zrobic...Od wtorku biore sie za jakies przetwory na zimowe zapasy hehe a w poniedzialek znowu wizyta w Hamburgu- kontrolna wrrr.Ale co mus to mus...Trzymajcie sie cieplutko i milego weekendu Wam zycze... | | komentarzy: 1, dodaj komentarz |
| autor: Smutna73, GG:6140044 | 2008-07-22 11:47 | Dzien 14...Wczoraj mielismy rozmowe z pania doktor i powiem szczerze troche spanikowalam na chwilke...Badanie ze szpiku za jakies 2- 3 tygodnie...Dwa razy w tygodniu do Hamburga do kontroli ( przerazilo mnie to chyba najbardziej).Potem raz na tydzien ale to i tak duzo...Od 1 wrzesnia musze stanac ze swiatem realnym sama o wlasnych silach.3 miesiace oczywiscie maska, Unikac sprzatania ( ba nawet nie powinnam byc w tym pomieszczeniu)- chyba troche przesady bo nie bede przeciez sprzataczki wynajmowac chocby dla tego , ze mnie na to nie stac...Potraktuje to jak rodzaj sportu fizycznego i nic na sile tylko powoli.Chyba dobrze ze ten miesiac bede sama bez dzieci zeby sama sie zaklimatyzowac w moim domowym srodowisku.Cokolwiek sie zacznie dziac - szybko do szpitala.Nastepny test bo zaraz jak wroce do domu zostane jak palec sama ( moje serce zawozi moja mame i dzieci do Polski)Moje leukocyty dzisiaj 1.6 wiec planowo ide jednak w czwartek do domu.Patrze na ta pogode i mnie przeraza.Mam nadzieje , ze do czwartku juz nastapi poprawa.Wychodze jak z inkubatora i nie chce zeby po drodze mnie zawialo...100 najwazniejszych dni w moim zyciu...i nie moge nic zawalic a nauczyc sie z tym zyc.Ale dzisiaj wyszlam na korytarz ( pierwszy raz bo dostalam maske).Po tak dlugim zamknieciu na wlasnych nogach bylo dla mnie tak wielkim przezyciem , ze czulam bicie swojego serca.Pomyslalam , ze juz zeswirowalam na maxa...Na korytarzu byly okna otwarte, balkon na taras otwarty ale trzymalam sie od tego z daleka.Nie wiem ile czasu minela zanim odwazylam sie zejsc na parter i w koncu wejsc z powrotem na 3 pietro.Poczulam oslabienie organizmu chyba pierwszy raz tak naprawde...Po obiedzie powtorka tym razem sprobuje wybrac sie po korytarzach szpitalnych...Staram sie naprawde jak moge zeby nie zamienic sie jak za pierwszym razem w roslinke i wiem , ze polozenie do lozka to juz bedzie kaplica.Tu dziennie cwicze rano i wieczorem, w domu tez mam jakis sprzet treningowy wiec nie moze pojawic sie u mnie slowo jutro.Bede cwiczyc a potem odpoczywac.To jeszcze 86 dni gdzie wszystko moze sie zdarzyc wiec musze jeszcze to pokonac a dopiero potem juz wszystko bedzie latwiejsze.I nie ma przeciwskazan na nasz wyjazd nad morze ale w razie jakis oznak szybko powrot.Dobrze ze wlasciwie urlop mamy na miejscu...wiec nie stanowi to problemu a jak juz bedzie wialo to poprostu posiedze w pokoju...ale musimy zregenerowac sie psychicznie po tym wszystkim i w koncu pobyc razem.Poki co czeka mnie jeszcze troche tych wizyt w Hamburgu...a ja postaram sie byc posluszna na ile sie da pacjentka...Wiem Ewo , ze jest dobrze miec przy swoim boku mame ale mysle ze dam sobie mimo wszystko rade juz sama...a przez to nabiore szybciej sily.Trzymajcie sie cieplutko .Buziaki.Pa | | komentarzy: 6, dodaj komentarz |
| autor: Smutna73, GG:6140044 | 2008-07-21 12:57 | Moja 13 doba jak juz nie pomylilam rachuby i prawdopodobnie jutro wyjde do domu...Nie wiem czy sie cieszyc czy nie bo tu nigdy nic nie wiadomo...W kazdym badz razie tak mnie poinformowala lekarka.Koniec izolatki ( tyle ze nie dali mi maski wiec i tak tu siedze poki co) Jesli tak by sie zdarzylo to 23 dni w szpitalu...dla mnie wieki ale tak calkiem krotko naprawde ( straszyli mnie nawet pobytem do 12 tygodni ). Jaka jestem z siebie dumna...byle teraz leukocyty z dnia na dzien rosly w gore zeby ta moja odpornosc byla z dnia na dzien coraz lepsza.Tymbardziej ze tu wieje i leje jak w listopadzie...w nocy mnie wiatr budzil. Wiem ze walki jeszcze nie koniec ale moi kochani zycze wszystkim zeby tak przeszli przeszczep ( i chemie wczesniej oczywiscie ) jak ja...Biorac pod uwage ze ten moj pierwszy spedzal mi sen z powiek) Chyba strach ma za wielkie oczy ...wcale nie musi byc zle.Opisywalam Wam dosc czesto moje samopoczucie w trakcie pobytu w szpitalu wiec mysle ze niektorym dodam troche otuchy .A ja ciagle mysle o moim dawcy - jakim byl mezczyznom i co go sklonilo do zarejestrowania sie a Banku Dawcow...Biorac pod uwage mezczyzn hehe to to faktycznie jest mlodym i odwaznym facetem...i oby takich bylo jak najwiecej.Trzymajcie sie cieplutko moi kochani...Ja bede sie odzywac dosc czesto a juz napewno sledzic Wasze wpisy na biezaco. Buziaki dla Was bo to dzieki Wam i dzieki wpisom na innym portalu jakos przez to przeszlam.Kibicuje mi mnostwo ludzi i dla takich chocby chwil warto zyc ( obyscie mieli w kolo siebie takich jak najwiecej i oby na Waszej drodze nie stawaly takie osoby jak mi pewna kolezanka z z.z. ).Trzymam za Was caly czas kciuki...CMOK . CMOK. CMOK .Pa | | komentarzy: 8, dodaj komentarz |
| autor: Smutna73, GG:6140044 | 2008-07-19 15:46 | 11 doba i znowu szansa na wyjscie w przyszlym tygodniu.Ale ja chociaz marze o wyjsciu na korytarz.Dzien zaczynam od jazdy na rowerze ( skoro to ma pomoc moim leukocytom).Dzisiaj znowu sie podniosly na 0,6 a musze miec 1 zeby spacerowac po korytarzu.2 zeby wrocic do domu. Czy w Polsce tez maja takie kryteria ? W kazdym badz razie przeczytalam cos lekkiego na poprawe nastroju ( romansidelko) ... i mam nadzieje ze jednak lekarze zgodza sie na wizyte moich corek u mnie.Zobaczymy...Normalnie jeszcze 3 dni izolatki .Nie mam temperatury, zadnych biegunek, bolow ...jest calkiem ok.Wczoraj jedynie strasznie mnie swedzialy dlonie ale minelo zreszta- wylalam chyba pol butelki plynu dezynfekujacego na nie...i tylko wlosy mnie wnerwiaja bo jest tego wszedzie pelno...i czekam na te moje "serce"...Jedyny normalny kontakt w tym zamknieciu...I mimo w miare normalnego apetytu w koncu 7 kg w dol...moze znowu jest szansa na powrot do swojej wagi...W kazdym badz razie obiecalam sobie ze zaczne bardziej zdrowszy tryb zycia prowadzic...a juz napewno cole odstawic tylko od swieta bo bylo tego za duzo...A w sierpniu wypad na 2 tyg. nad morze( ode mnie rzut beretem wlasciwie) ale pora odpoczac...Dziwczynki beda w Polsce wiec bedziemy mieli czas dla siebie a ja musze sie zregenerowac jakos spacerami...trudno powiedziec co bedzie jak stane sam na sam ze swiezym powietrzem.Musze na siebie uwazac ale musze tez juz od 1.09 sama zajac sie corkami bo babcia nie bedzie przeciez przez nas uwiazana.A tak swoja droga to przerabane nie miec tu zadnej rodziny...Coz takie to zycie...w kazdym badz razie obiecalam je zapisac na nauke plywania i kurs tanca wiec nie moge nawalic...Pozdrowionka ziarniaki...i snujcie plany na przyszlosc bo to pomaga.Buziale | | komentarzy: 1, dodaj komentarz |
| autor: Smutna73, GG:6140044 | 2008-07-18 01:17 | Cos mam problemy ze snem ostatnio...Spie po 6 godzin na dobe.Czas sie ciagnie niemilosiernie.Lapie dolki.Znowu wyciaglam kosmyk wlosow...wiec jednak- niby normalne ale gdzies iskierka nadzieii sie tlila.I mimo wszystko polecialy mi lzy...Co tam wlosy niby odrosna ale juz jestem zmeczona tym wszystkim.Niech juz bedzie normalnie.Moje serce mnie pocieszylo... a jednak i tak smutno mi sie zrobilo.Jak na zlosc dzisiaj lekarka powiedziala mi ze moje leukocyty stanely a z koleii trombocyty poszly w gore...Niby to calkiem normalne ale juz mam taka nature ze jak sie ciesze to cala soba a jak smuce to tak samo...Mylse ze to minie ale poki co jest jak jest...Tesknie za dziecmi.znowu mlodsza corka powiedziala ze chce zebym byla w domu...Cholender niech ten czas leci jakos do przodu.Stracilam rachube dni...Musialam zerknac w kalendarz.To moja 10 doba sie zaczela...Moja corka jutro ma zakonczenie roku...pierwszoklasistka skonczy edukacje i bedzie miala wakacje.Czy lekarze zgodza sie na wizyte w niedziele moich corek? Jeli nie dopiero zobacze je ostatniego sierpnia.Jada do babci.To cale dwa miesiace nie bede ich widziec...ale nie moge zabierac im wakacji bo tak tam lubia jezdzic...no i ja bede sama dochodzic do siebie...Ide spac ...moze jutro znowu kolej na lepszy dzien ?Czekac , tesknic...mam nadzieje ze to ten ostatni juz raz.Dobranoc ... | | komentarzy: 4, dodaj komentarz |
| autor: Smutna73, GG:6140044 | 2008-07-16 16:18 | KENY ...odczytalam Twoja wiadomosc ale nijak nie umie Ci odpisac bo komp siada ilekroc probuje.Mam nadzieje ze nadal tu zagladasz.Jesli jestes na naszej klasie to tam moge spokojnie odpisywac...pod nazwiskiem ------------ z polskimi znakami.A a co do diagnozy ja juz mialam zaatakowany szpik kostny...to bylo 5 lat temu i zyje.Mam nadzieje ze Twoja zona pokona zlosnice.Pozdrawiam Was i trzymajcie sie... A u mnie nudy...Juz naprawde nie wiem co mam robic i jakos spac nocami nie umie , mimo ze w dzien wcale nie spie.Dobrze ze jest jakis cud techniki bo zwariowac by szlo.Rano przed sniaaniem zaliczylam juz rowerek i czekam...czekam...czy w koncu kiedys te czekanie sie skonczy ? Ta bezczynnosc jest dobijajaca ale coz jak mus to mus...Ponownie zajrzalam do POTEGI PODSWIADOMOSCI Josepha Murphy-ego...i nawet znalazlam jakies zdania ktore powinny wypowiadac osoby ktore maja problemy ze snem...i o snach proroczych...Cos w tym jest bo ja mmiewam sny z udzialem mojego taty...i wtedy zawsze przed czyms mnie ostrzega- szkoda tylko ze nie wiem jeszcze przed czym.Ale kazda wizyta u lekarza poprzedzajaca snem i zawsze cos nie tak...Nie wiem czy wspominalam Wam ze jak zmienilam miejsce zamieszkania ( juz wiedzialam o kolejnym nawrocie) i tylko musialam znalezc najpierw lekarza domowego a nie znalam tu przeciez nic - 5 nocy pod rzad snil mi sie tata.Oczywiscie pierwsza mysl dzieci w Polsce...tam wszystko ok.W koncu mowie chyba jednak musze isc do tego lekarza...no i spokoj.Jak sie okazalo chyba mnie tatuncio poganial bo jak juz trafilam do profora do Hamburga to zmiany byly juz bardzo widoczne...Bardzo duze w klatce piersiowej i prof. uswiadomil mnie ze moge nawet sie udusc...Oj zanudzam juz i Was.Pozdrawiam .Trzymajcie sie cieplutko... | | komentarzy: 11, dodaj komentarz |
| autor: Smutna73, GG:6140044 | 2008-07-14 18:03 | Doslownie chce mi sie ryczec ze szczescia.Dzisiaj moj 6 dzien .Byla u mnie lekarka .Wyniki krwi mam bardzo dobre ( wiadomo ze wzgledu na moj stan).Leukocyty leca w gore szybko...zapomnialam sie spytac ile z tego wrazenia...ale co mi powiedziala ze jesli tak nadal bedzie to koniec przyszlego tygodnia moge nawet pojsc do dom . DOM straszyli mnie minimum tygodniami a nawet 12 a tu...Nie zapeszam bo jeszcze wszystko moze sie zdarzyc ale nawet nie chce o tym myslec i zero bzdurnych przesadow.Poki co zadnych grzybow, zadnych biegunek czy boli ( czasem glowa ale to chyba przez ten cukier ktory sama sie zastanawiam czy nie jest po tych kroplowach)...bo to nie jest mozliwe ze nawet przez noc nie spada na norme tylko sie utrzymuje w granicy 200...biorac pod uwage ze nie zawiele mimo wszystko jem( sniadanie, kolacja ok ale obiady maja tak paskudne ze nawet nie chce mi sie tam zagladac)i ciagle dawkuja mi insuline ale nawet po niej nie ma normy...Niewazne mialam w ciazy cukrzyce i wiem jak sobie z tym radzic i w sumie raczej siedze na warzywkach i owocach wiec jakby nawet ...ale mysle ze to minie jak za pierwszym przeszczepem...Boze kochany sama w to nie wierze.Tak panikowalam jak uslyszalam o przeszczepie , o zagrozeniu , ryzyku...Wiem ze to nie koniec i musze o siebie teraz naprawde uwazac ale mysle ze ten mlody chlopak ktory oddal mi jakas czasteczke siebie jest na tyle silny i zdrowy ze i u mnie bedzie ok.Nawet temperatura spadla i wieczorami miewam tylko stan podgoraczkowy...B E D E Z Y L A i nic innego nawet nie mysle...To jeszcze dodalo mi energii...jezdze na rowerku zeby nie slabnac w tych 4 scianach ...Czy mam szanse na normalne zycie to jeszcze dlugi okres ale wierze ze w koncu sie uda...Ale postanowilam sobie jedno...Jak tylko jako tako stane na nogi szukam psychologa.Nigdy nie korzystalam przez cala chorobe z tego specjalisty.Popadalam w dolki , stalam sie cholerykiem ale nigdy nie poszlam do specjalisty...wiec teraz wykorzystam to zeby sie wyciszyc , zeby nauczyc sie myslec bardziej o sobie...hehe jak jeszcze mi psychiatra po tym wszystkim niepotrzebny to i tak ok...Ale tym razem poszukam sobie takowego i zobacze co to ta cala psychologia hehe.Wiem ze czesto ludzie jak sie dowiaduja o chorobie korzystaja z uslug tego lekarza , sa specjalne spotkania dla rakowcow (bynajmniej tu)...ja od poczatku choroby radzilam sobie sama.Najgorszy moment zalamania przyszedl po smierci taty... rozwod , czas samotnosci i te ciagle klopoty ze zdrowiem...Potrzebuje sie oczyscic psychicznie...Najwiecej pojde raz albo dwa i stwierdze ze to bez sensu...Trzymajcie kciuki zeby sie udalo ...zebym faktycznie byla dowodem na to ze nie ma okreslonego terminu rekonwalescencji po przeszczepie a zalezy to tylko od samego organizmu czlowieka...Nie teoria a praktyka jest tu najwazniejsza i nie panikujcie Wy ktorzy jestescie przed przeszczepem...Ja po swoim pierwszym powiedzialam ze jeszcze jeden nawrot , jeszcze jeden przeszczep to wole sie isc powiesic ale nie dam sobie zrobic nic po raz drugi...a tu poki co znosze wszystko ok.Pozdrawiam Was moi kochani i koncze bo wlasnie dostaje nastepna butle jakiegos plyniku.Buziaki.Pa P.S. Dzieki Luno za kibicowanie.Buzka
P.S. Musze to dopisac bo rozsadza mnie dzisiaj energia...wlasnie przejechalam 30 km na rowerku treningowym i w niektorych momentach jechalam 45 km/h ...30 km zeszlam mokra jak szczur ale dalam rade.Sama z siebie jestem dumna...Wiem co to zalamanie i wiem co to rozpacz i strach przed przeszczepem...Po pierwszym 3 miesiace nie mialam sily wstac z lozka...chyba przeszlam wszystko co mozliwe...lacznie z tym ze podali mi jakis antybiotyk ktory malo mnie nie wykonczyl, najpierw zimno, potem drgawki takie jakbym miala padaczke a potem w koncu nie umialam oddychac, bolalo mnie cale cialo i sama nie wiem ile to trwalo zanim ustalo bo dla mnie to byla wiecznosc... Gdzies przeczytalam co napisal keny o swojej zonie ( jeszcze nieumiejetnie sie tu poruszam) U mnie tez wykryto chorobe w stadium IV ...wszystkie wspolczynniki jakie wyczytalam tu na z.z. wskazywaly na to ze moge sobie juz kupic m1 ...Nie wszystko co tu wyczytacie jest aktualne.Medycyna idzie do przodu a jesli ktos siada psychicznie to niech idzie do psychologa po pomoc.Ja rozumie ze ktos bliski moze sie zalamac bo tak dusil w sobie wszystko moj tata i dzis go nie ma.Nauczyc sie o tej chorobie rozmawiac...obojetnie czy piszac blog czy rozmawiajac z przyjaciolmi...wiem ze oni poczatkowo boja sie tego tematu ze wzgledu na Was ale to jest najglupsza rzecz.Dla mnie poczatkowo swiat runal...wiem ze dobrze mi sie teraz mowi ale ja niedawno urodzilam corke a juz sie dowiaduje ze jestem chora...przypuszczalnie juz podczas pierwszej ciazy lub zaraz po jak wracam myslami wstecz mialam pierwsze objawy...Jedna corka latka i niemowle...Przed pojciem na pierwsza chemie moja mala miala 5 miesiecy...Jeszcze rano ja karmilam...jaki ja czulam zal ze to ten ostatni raz...Wczesniej biopsja ...3 dni w szpitalu...pozwolili mi miec dziecko ze soba.Byl taki fajny lekarz z Rosji co nawet lozeczko mi zalatwil...Wieczorem nawet ja moglam nakarmic po wczesniejszym odciagnieciu pokarmu...ale ona mi i tak prawie ciagle spala , starsza coreczka zostala w domu z ojcem ...Pierwsza chemia...wieczorem mnie mdlilo delikatnie ale juz rano nie umialam wstac z lozka( bylam w domu).Nie wiem czy to ta pierwsza dawka czy co ale moja mama jak na mnie patrzyla to widzialam ze chce jej sie plakac.Nie wiem co mnie wtedy bolalo ale wiem ze sama powiedzialam do siebie ze jak tam mam czuc sie po chemiach to ja juz chce teraz umrzec.Zwijalam sie z bolu.Non stop wymiotywalam...bol glowy...doslownie wszystko mnie tak bolalo ze sie zwijalam...Z chemii na chemie bylo lzej ale wcale nie rewelacyjnie.W moje 30 urodziny poszlam do fryzjera obciac wlosy na krotko- zrobilam sobie prezent...pierwszy raz od dziecka mialam krotkie wlosy...Fryzjerka mi je zostawila...wywalilam je potem bo nie moglam patrzec na nie...Do tego poczatkowe zalamanie.Nie mialam z kim pogadac...Kiedys obudzilam sie o 6 rano i zadzwonilam z placzem do swojej przyjaciolki do Polski i zaczelam plakac...wtedy wyrzucilam z siebie caly bol, caly lek , wszystkie obawy (wczesniej nie chcialam rozmawiac o swojej chorobie z nikim tylko z rodzicami ...wydzwaniali wszyscy a ja plakalam i nie podchodzilam do telefonu)...Miesiac pozniej wlosy wylatywaly mi juz coraz bardziej.Pojechalam do Polski na swieta Wielkanocne...Pozyczylam maszynke od sasiadki...moj tata zgolil mnie na lyso...Myslalam ze to bedzie dla mnie cios...widzialam reakcje taty ktory mial doslownie lzy w oczach a ja sie usmiechalam...Jakos przeszlam serie 6 chemii...Wtedy bywalo tak ze w srode mialam chemie a w piatek jechalam autobusem do Polski bo tam byly dziewczynki u dziadkow...Pamietam kiedys rano wlecialam szczesliwa do sypialni gdzie spaly dzieci i...moj niemowlak rozplakal sie na moj widok...Rozplakalam sie ze dziecko mnie nie rozpoznaje.Rodzice tlumaczyli mi ze ja zerwalam z lozeczka i ze sie wystraszyla tylko.Po ostatniej serii okazalo sie ze doloza mi kolejna ze wzgledu na pobranie cialek do przeszczepu w razie nawrotu choroby...niby slabsza ale jednak 7...I tu za niedlugo okazuje sie ze potrzebuje PET i w koncu decyzja 20 naswietlen.Pamietam moja ostatnia rozmowe z tata gdy pytal sie ciagle kiedy przyjade do Polski.Powiedzialam ze nie wczesniej jak na swieta Bozego Narodzenia .To byla sroda 22.X.2003...juz mialam pomalowany brzuch na lampy i termin chyba od poniedzialku ( nie pamietam dokladnie).Mama miala wracac do Polski w niedziele...23 juz wieczorem zmarl nagle w wieku 50 lat .Nas dopiero zawiadomiono 25...Do tej pory to byl moj najstraszniejszy dzien w zyciu.Tak sie cieszylam ze w te swieta juz bede po wszystkim...a okazalo sie ze to moje najgorsze i ze juz nigdy dla mnie wigilia nie bedzie przyjemna...nie lubie swiat do tej pory...nie sa juz takie same...Termin radioterapii mialam chyba o tydzien przesuniety.Jezdzilam codziennie taxi a dzieci mialam w Polsce zeby mama nie byla sama...Zle wyniki krwi chyba 3 dni przerwy...i nie wiem czemu do dzis zamiast 20 naswietlen mialam 21 w koncu.Moj stan psychiczny byl do bani...czulam strach choc nie wiem dlaczego bo to moj tata...czulam zal , gniew , chodzilam i ciagle ryczalam...Juz myslalam ze nie dam rady...Nie chcialo mi sie nawet zyc bo nagle stracilo wszystko sens...Pamietam wtedy poznalam taka Polke Ewe starsza ode mnie chyba 10 lat.Kobieta byla zalamana na maxa...chodzila do psychologa...maz ja zostawil , miala 2 doroslych synow...Nie wiem jakim cudem ale ona mnie podziwiala ze ja tak doskonale sobie daje rade , ze jestem taka silna .Zawsze do niej dzwonilam i ja pocieszalam w jakis sposob...A ja sama dla siebie juz wlasciwie nic nie znaczylam.Bylam coraz grubsza, czulam sie brzydka, nieatrakcyjna i w ogole nie moglam na siebie patrzec...Do wrzesnia 2004 roku bylo ok.Bylam w Polsce.Myslelismy nawet o powrocie do kraju .Maz wlasnie pojechal do Niemiec z urlopu a ja zostalam z dziecmi...i nagle kapiac sie poczulam guzy na szyii-panika znowu.Zadzwonilam do niego zeby szybko po mnie przyjezdzal.Powiedzial ze panikuje.Troche potrwalo zanim mialam termin ( nie pamietam dokladnych dat)...w kazdym badz razie juz po usg lekarz powiedzial ze nic nie jest w porzadku.Znowu kolejny termin na biopsje , znowu badanie ze szpiku , tomografia, rtg i decyzja o przeszczepie.Niedlugo wiec mrozily sie te moje cialka...Wtedy lekarz mi powiedzial ze jak na swieta chce sie dobrze czuc to lepiej z tym zaczekac do nowego roku.Potem jak sie okazalo napisal duren ze na wlasne zyczenie pojechalam sobie do Polski na swieta...Wtedy jakos po tygodniu lezalam w szpitalu i bralam chemie...czulam sie ok a ta najsilniejsza miala byc juz w klinice w Heidelbergu...Nie balam sie przeszczepu ale za to balam sie tej chemii jak uslyszalam najsilniejsza.Wtedy tez pielegnierz ogolil mi wlosy w szpitalu.Przypomnial mi sie tata...Taki zal znowu czulam ze trace te wlosy zanim mi porzadnie odrosly...Chemia. - bylo ok ale sam przeszczep od poczatku do konca to bylo cos strasznego...ale przezylam...Po wyjsciu ze szpitala seperacja z mezem...jedyne pocieszenie to takie ze schudlam , ze zaczeli sie za mna na ulicy ogladac mezczyzni...wow w koncu cos sie zaczelo zmieniac.Rok pozniej kupilam sobie komputer zeby nie zglupiec tam na tej wsi gdzie mieszkalam.I tak poznalam cudownego faceta ktory gdy sie dowiedzial o mojej chorobie to zadzwonil do mnie i powiedzial tylko ze nie wie co teraz powiedziec ale to nie zmienia jego uczuc do mnie i zadzwoni pozniej...Wtedy jeszcze sie nie widzielismy...tylko na fotkach i dlugo dlugo pisalismy, rozmawialismy ze soba zanim cos tam sie zaczelo krecic.Nie wierzylam w takie zwiazki ale balam sie samotnosci bo moj maz mi zawsze powtarzal kto mnie z 2 dzieci i gruba , schorowana zechce...I tak w lipcu 2007 roku postanowilam sie przeprowadzic w inny land, w maju wzielam juz rozwod...moj malzonek juz wczesniej znalazl sobie jakas panienke w Polsce i tam wrocil nie patrzac na dzieci a ja jeszcze chyba w czerwcu dowiedzialam sie ze mam nawrot choroby...i teraz szok.Wyszlam zadzwonic do mojego przyjaciela ze nie moge z nim byc bo znowu jestem chora i nie mam prawa ruinowac mu zycia.Nawet nie chcial o tym slyszec.Juz mi zalatwil tu mieszkanie przeciez...i tak mnie wspiera do dzis...a uwierzcie mi ze czasem to mi go szkoda bo nawet takich nastrojow nie mialam w ciazy...No i sie rozpisalam...Historia mojej choroby...Tu od pazdziernika chemie 3 dni pod rzad i w 4 dzien lekarstwo i znowu propozycja przeszczepu bo innej metody skutecznej nie ma.Serio jestem taka roztrzepana ze nie pamietam teraz ile bylo tych serii chemii wiem ze metoda ( nie wiem jak to sie nazywa ta metoda leczenia ale niby hamuje rozwoj tkanek rakowych i jest bardzo droga tu ) W kazdym razie tego mialam wiecej niz chemioterapii...No i wreszczcie wyladowalam tu.Przed chwila zadzwonila przyjaciolka do mnie z urlopu w Polsce i malo sie nie poplakala jak szybko opowiadalam co u mnie ...a do mnie co pielegniarka wchodzi pyta sie czy wszystko ok bo widzi u mnie lzy hehe tym razem lzy szczescia...A teraz juz sie zmeczylam bo mi niewygodnie wiec mykam.Pa | | komentarzy: 3, dodaj komentarz |
|
|